STYL ŻYCIA

STRONA GŁÓWNA  /  STYL ŻYCIA  /  CZAS NA RELAKS  /  Mój typ to ognisty arab str. 1

Mój typ to ognisty arab

Mój typ to ognisty arab

fot. Maciej Liese, Essence


Monika Luft: Araby są najpiękniejsze! Nie ma koni, które miałyby więcej wdzięku i dumy. Żadna inna rasa nie robi na mnie takiego wrażenia. Kiedy wspaniały arab wbiega na ring pokazowy, po plecach widzów przechodzą dreszcze.


Monika Luf: dziennikarka, publicystka, autorka książek „Śmiech iguany” i „System argentyński”. Pracowała w TVE – publicznej Telewizji Hiszpańskiej, w Telewizji Polskiej i Polsacie. Od kilku lat zajmuje się hodowlą koni arabskich oraz jest wydawcą i redaktor naczelną portalu internetowego www.polskiearaby.com.

Redakcja: Jak zaczęła się Pani przygoda z końmi arabskimi?

Monika Luft: Jeszcze kilka lat temu nie mieliśmy z mężem ani czasu, ani możliwości, aby zajmować się końmi arabskimi, choć ich hodowla była marzeniem mojego męża już od dzieciństwa. To on zaraził mnie swoją pasją. Ale wreszcie nadszedł moment, kiedy zaczęliśmy realizować te marzenia! Początkowo chcieliśmy mieć jednego konia. Kupiliśmy pierwszą klacz. Potem pojawiła się kolejna. Urodziły się źrebaki i dalej poszło już bardzo szybko… Coś, co miało być tylko zajęciem weekendowym, zaczęło coraz bardziej dominować w naszym życiu. Postanowiliśmy połączyć pasję z dziennikarstwem – i tak staliśmy się wydawcami portalu polskiearaby.com. To poważne przedsięwzięcie, które jest jednym z naszych codziennych zawodowych obowiązków. Oczywiście zajmuję się też innymi rzeczami, m.in. piszę kolejną książkę, prowadzę szkolenia medialne itd.

Czym są dla Pani konie?

Z jednej strony są ogromną przyjemnością i ucieczką od codziennych trosk. Z drugiej, im więcej koni, tym więcej związanych z tym kłopotów… Stały się też częścią mojego życia zawodowego. Coraz bardziej mnie pochłaniają.
I na pewno nie mam problemu z odpowiedzią na pytanie, co robić w wolnym czasie!

Dlaczego zajmuje się Pani końmi arabskimi, a nie na przykład rasą huculską?

Araby są najpiękniejsze! Nie ma koni, które miałyby więcej wdzięku i dumy. Żadna inna rasa nie robi na mnie takiego wrażenia. Kiedy wspaniały arab wbiega na ring pokazowy, po plecach widzów przechodzą dreszcze.

Czy konie to wyłącznie pasja czy również biznes?

Na razie nie ma to nic wspólnego z korzyściami materialnymi. Ich hodowla pochłania więcej środków, niż moglibyśmy uzyskać ze sprzedaży. Być może kiedyś okaże się zyskownym przedsięwzięciem, ale na tym etapie czerpiemy z niej wyłącznie satysfakcję. To wielka radość, gdy rodzi się długo oczekiwany źrebak lub gdy nasz koń odnosi sukces. Już sam kontakt z tymi zwierzętami daje nam wiele pozytywnej energii. Są z tym związane także nowe znajomości. Spotkaliśmy wielu wyjątkowych ludzi, których w innych okolicznościach nie mielibyśmy szansy poznać. Konie są łącznikiem pomiędzy ludźmi z bardzo różnych środowisk.

Można kochać konie i nie jeździć na nich?

Zdarza mi się, że dosiadam konia, ale nie to jest dla mnie najważniejsze. Mamy klacze, które są źrebne, rodzą i opiekują się swoim potomstwem oraz konie, które są jeszcze za młode pod siodło. Jak na razie nie dochowaliśmy się konia, na którym moglibyśmy jeździć. Ale w przyszłości wszystko jest możliwe.

Jak duże jest Państwa stado?

Mamy cztery klacze-matki, roczną klaczkę, dwuletniego ogierka, a w tym roku przyszły na świat trzy źrebaki. Mieliśmy jeszcze trzy inne klacze, ale je sprzedaliśmy. Mam nadzieję, że są szczęśliwe u nowych właścicieli. Zajmujemy się hodowlą dopiero od niedawna. Może dlatego sprzedaż koni nie przychodzi mi łatwo. Za bardzo się do nich przywiązuję. Tymczasem doświadczony hodowca wie, że konie są też towarem.

Czy konie są drogie w utrzymaniu?

Wszystko zależy od poziomu hodowli. Jeżeli mają to być konie najwyższej jakości, pochodzące od ogierów światowej klasy i od znakomitych matek, to jest to drogie przedsięwzięcie. Za samą stanówkę (krycie klaczy, przyp. red.) płaci się wiele tysięcy złotych. Zwierzęta trzeba odpowiednio karmić, a poza tym kosztowne są też treningi, udział w pokazach, opieka weterynaryjna, wynajęcie stajni.

Nie lepiej jest mieć własną stajnię?

Jeżeli mamy tylko kilka koni, to bardziej opłaca się wynajmować stajnię. Nie trzeba wówczas utrzymywać całego gospodarstwa i zatrudniać pracowników do obsługi zwierząt. Jeśli stado jest bardzo liczne, to bez wątpienia własna stadnina jest rozwiązaniem bardziej ekonomicznym.

Jak kupić konia, aby okazał się dobrą inwestycją?

Nigdy nie możemy mieć pewności, że kupowany koń będzie dobrym nabytkiem. Oczywiście im lepszych rodziców ma źrebak, tym większe prawdopodobieństwo, że przekazali mu właściwe geny i cechy. Jednak bardzo trudno kupić konia-pewniaka. Nie gwarantuje nam tego ani wysoka cena, którą musimy za niego zapłacić, ani pochodzenie z najlepszych stadnin. Bywa, że koń kupiony za niewielkie pieniądze, w przyszłości okazuje się doskonałym nabytkiem. Świadomy zakup takiego zwierzęcia wymaga dużej wiedzy, intuicji i oczywiście szczęścia. Ludzie, którzy przeznaczają na araby wielkie sumy, często korzystają z usług profesjonalnych doradców.

Ile musimy mieć pieniędzy, jeśli chcemy kupić araba?

Kilka lat temu w Stanach Zjednoczonych zapłacono za konia 5 mln dolarów, najdroższy polski arab został sprzedany za 1,5 mln dolarów. Wszystko zależy od tego, jaki jest nasz cel. Jeżeli ma to być wałaszek pod siodło, wystarczy kilka tysięcy złotych. Jeśli cenna klacz hodowlana, to trzeba się liczyć z wydatkiem od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych. Największe sumy płaci się zwykle za reproduktory. Ogier, którego potomstwo odnosi sukcesy na światowych ringach albo który sam się zaznaczył i jest szansa, że stanie się cennym, międzynarodowym reproduktorem, może kosztować praktycznie każde pieniądze.

Dziękuję za rozmowę.




Autor: Anna Kondras