STYL ŻYCIA

STRONA GŁÓWNA  /  STYL ŻYCIA  /  CZAS NA RELAKS  /  Upojna noc z kobrą str. 1

Upojna noc z kobrą

Upojna noc z kobrą

Fot. Anna Jurkovska/Shutterstock


Tylko ludzie potrafią wytworzyć z tego co jest pod ręką substancję poprawiającą nastrój. Tajemnicę fermentacji i destylacji odkryto zapewne przez przypadek, a przemiana soków owocowych w rozweselający napój bez wątpienia była dla odkrywcy jednym z najważniejszych wydarzeń w jego trudnym, prehistorycznym życiu.


Dzisiaj, kiedy to człowieka wyręczają maszyny, produkcja napojów wyskokowych nie jest zajęciem ciężkim i obarczonym ryzykiem – może z wyjątkiem bardzo prywatnej inicjatywy, która ze względów formalnych ukrywa swe fabryczki w głębokich ostępach Puszczy Knyszyńskiej. Ale dawniej, zanim gardło przełknęło pierwszą kroplę napoju, człowiek musiał się napracować, na przykład szczęką.

Siedzą, żują i piją

Niegdyś, mieszkańcy Dalekiego Wschodu, gdy naszła ich ochota na zabawę, musieli się nieźle „ponażuwać”. W tym celu zwoływano zebranie rodziny (albo umawiało się kilku kolegów), a następnie każdy z jej członków nabierał pełną łychę ryżu i żuł. Żuł, żuł, aż poczuł, że ma w buzi papkę. Wówczas wypluwał ją do wielkiej michy, w której zachodził cudowny proces fermentacji, i zabierał się do żucia kolejnej porcji. Tak dawniej wyglądała produkcja sake – japońskiej wódki, którą dzisiaj wytwarza się w bardziej estetycznych warunkach.

Sam zwyczaj przeżuwania wciąż kultywowany jest jednak przez południowoamerykańskich Indian, którzy produkują tym sposobem kukurydzianą wódkę chichę. Z racji tego, że większość Indian nie korzysta z usług dentystycznych, ze względów „stomatologicznych” zacier przygotowują bezzębne staruszki.

Zapić robala

A tak w ogóle to Stwórca chyba poskąpił Europejczykom fantazji? Bo czym tu się podniecać? Stuletnią whisky? Nie oszukujmy się, podobny efekt uzyskamy pijąc trunek, który leżakował w beczce marne pięć lat. Ziemniaki, żyto, winogrona, śliwki – dlaczego nikt na tym kontynencie nie wpadł na pomysł, aby korzystać z innych darów natury?

Weźmy na przykład Meksykanów. Ci, w przypływie fantazji, wrzucali do butelek wszystko, co pełzało. Mężczyźni, degustując wytwarzane przez siebie napoje relaksujące, stwierdzili, że najlepiej smakuje robal zwany gusano i proszę... Dzisiaj możemy delektować się smakowitym mezcalem, zwanym też tequilą z robakiem. Zamiast gusano do alkoholu wrzucić można też węża lub jaszczurkę, które posłużą za przekąskę w trakcie imprezy, bądź małe danie po opróżnieniu butelki. Na stołach poza granicami Meksyku zwyczaj konsumowania mięsnej zawartości trunku raczej nie jest przestrzegany.

Na zdrowie?

Moda na „wrzutki” do destylatów znana jest również w Azji. Menu? Żmijówka z peklowanej kobry, nalewka z łbów lub genitaliów kobry. A dla prawdziwych twardzieli Krwawa Kobra. Wymagane składniki to świeża kobra, ostry nóż i szklaneczka araku. Sposób przygotowania: złap węża, jednym zdecydowanym ruchem obetnij mu głowę, po czym tryskającą krew wlej do przygotowanej wcześniej szklaneczki z alkoholem. Do takiego drinka często wrzuca się też wciąż bijące serce węża. Azjaci są przekonani, że wszelkie wyroby spirytusowe ze żmijami i wężami wykazują cudowne właściwości lecznicze. Szczególnie mocno zaś oddziaływują na sprawy związane z erotyką.

Pająki i myszki

Ciekawą propozycję procentowej rozrywki mają także mieszkańcy Kambodży. Furorę wśród nich robi drink z tarantuli. Oczywiście, żywej – bo tylko wówczas degustator ma pewność, że pająk nie jest drugiej świeżości. Mimo braku badań klinicznych, producenci z całą stanowczością twierdzą, że „tarantulówka” wzmacnia serce i siły witalne. Z kolei Koreańczycy mocno wierzą w zbawczą siłę tradycyjnego bimbru z... młodych, najwyżej trzydniowych myszek. Leczy on prawie wszystkie choroby, a w szczególności astmę i hmm... wątrobę.

Pij mleko, będziesz...

Jakże niewinnie na tym tle prezentuje się oferta ludów mongolskich, produkujących swój narodowy napój alkoholowy z mleka klaczy, oślic albo owiec. Zresztą, trudno tu nawet mówić o alkoholu, bo kumys osiąga moc zaledwie 2,5% i ze względów odżywczych piją go nawet dzieci. Ale Mongołowie opanowali również sztukę destylacji i przemienili kumys w archi – lekką, 30% wódkę. Jest ona prawdopodobnie jedynym na świecie napojem alkoholowym pochodzącym z destylacji pochodnych mleka.

Wróżka bez czarów

W Europie, w trosce o zdrowie konsumentów, większość oryginalnych napojów alkoholowych została zabroniona. Zgodnie z prawem, to możemy sobie co najwyżej wrzucić jakąś trawkę do wódki. W tym kontekście nawet absynt stracił swoją magiczną moc. Piołunówka, alkohol otrzymywany w procesie destylacji z różnych ziół, przede wszystkim z piołunu, anyżu, kopru włoskiego i hyzopu, była na przełomie XIX i XX w. ulubioną używką Cyganerii Paryskiej. Legendy głoszą, że Zielona Wróżka otwierała wówczas drzwi percepcji, a dzięki niej powstało wiele pięknych wierszy i idei. Jednak w trosce o moralną czystość absynt został zakazany, a tujon – jeden z jego składników, substancja jakoby silnie uzależniająca – stał się synonimem zła i rozpusty. Mimo że nie było na to żadnych dowodów, do roku 1915 zabroniono wytwarzania i sprzedaży absyntu w większości państw europejskich oraz w Stanach Zjednoczonych. Dzisiaj możemy nabyć butelkę absyntu w każdym większym sklepie z alkoholami, ale współczesna Zielona Wróżka ma tyle wspólnego ze swoją prababką, co kobra z zaskrońcem.




Autor: Wojciech Buszko