STYL ŻYCIA

STRONA GŁÓWNA  /  STYL ŻYCIA  /  CZAS NA RELAKS  /  Uzdrowisko na peryferiach str. 1

Uzdrowisko na peryferiach

Uzdrowisko na peryferiach

Fot. Lawendowe pole


Godki, Pupki, Węgajty. I wreszcie nasz cel: Nowe Kawkowo 11a. Kropeczka na mapie. Nie tyle agroturystyka, co pierwszy przystanek w podróży do samego siebie. Chwila wytchnienia, aby znaleźć odpowiedzi na najważniejsze pytania.


U Joanny Posoch, właścicielki Lawendowego Pola w Nowym Kawkowie nie ma tłumów. Gościom w swojej wiekowej, sprowadzonej z Beskidu Niskiego chacie udostępniła tylko jeden, zaledwie trzyosobowy pokój z łazienką. Z jego okien rozciąga się kojący zmysły widok na plantację. Lawendowe łany drżą od pszczelej muzyki, rozsiewając wokół słodki zapach.
– Nicnierobienie – stan, którego wszystkim dzisiaj brakuje. To właśnie proponuję odwiedzającym mnie osobom – mówi Joanna.

Listy z miasta

Jak się później okazuje, nicnierobienie jest tylko pozorne. W relaksujących okolicznościach przyrody, w przyjaznym i bezpiecznym otoczeniu, wypoczywającym przychodzą do głowy nowe twórcze pomysły, a skomplikowane sprawy nierozwiązywalne przez długi czas same się rozwiązują. Po sezonie wakacyjnym Joanna dostaje listy. Goście są wdzięczni. Piszą, że dzięki pobytowi w jej gospodarstwie wyszli na prostą, zmienili życie, uporali się z trudnościami. Ona tymczasem uśmiecha się skromnie i mówi:
– Żadna w tym moja zasługa. Odpowiedzi na ważne pytania każdy nosi w sobie. W innym miejscu też mogłoby się to zdarzyć.

Proste życie

Do Nowego Kawkowa przyjechała 15 lat temu. Za sobą zostawiła Warszawę, świetnie rozwijającą się karierę brokerską i plany budowy domu w Zalesiu. Przyjechała, bo zrobiła bilans swojego życia i wyszło, że jedyne co po niej zostanie to dokumenty finansowe.
– Bałam się tej zmiany, ale postanowiłam uparcie przeć do przodu. Nasze życie w większości składa się ze snu i pracy. Warto zajmować się czymś, co przynosi nam spełnienie.
Ona odnajduje radość w prostych, wiejskich czynnościach: pielenie, podlewanie, przycinanie krzewów czy wreszcie zrywanie kwiatów. Początkiem jej lawendowej plantacji było 300 roślinek, które na zboczu warmińskiego pagórka przetrwały pierwszą zimę.

Dlaczego lawenda?

– Ma właściwości dobroczynne, walory kulinarne, zdrowotne, a poza tym to niebanalna i warta poświęcenia roślina. Dobrze poddaje się też eksperymentom, co wykorzystujemy podczas odbywających się u nas cyklicznie „Wiejskich warsztatów alchemicznych” – mówi Joanna Posoch.
Sama też z lawendą eksperymentuje, ostatnio głównie interesuje ją wytwarzanie naturalnych kosmetyków. Poznając zalety rośliny, zaczęła się też wgłębiać w historię swojego miejsca zamieszkania. Okazało się, że na Warmii z powodzeniem uprawiano lawendę już za czasów Mikołaja Kopernika. Jak donoszą listy kanoników, służyła ona m.in. do produkcji piwa.
– Niechcący wpisałam się swoją uprawą w zapomnianą tradycję tego regionu. Bardzo bliskie jest mi takie bezinwazyjne działanie w przyrodzie.

Muzeum dla wszystkich

Z myślą o kultywowaniu lawendziarskich tradycji na Warmii, propagowaniu szacunku dla przyrody, a także o stworzeniu miejsca non profit, gdzie zarówno mieszkańcy Nowego Kawkowa, jak i przyjezdni będą mogli odpocząć, Joanna Posoch postanowiła stworzyć Lawendowe Muzeum Żywe im. Jacka Olędzkiego. Część środków na jego uruchomienie udało jej się zdobyć w akcji „Polak potrafi”. Otwarcie muzeum zaplanowane jest w połowie czerwca. Dodatkowych pieniędzy na rozwój swojego pomysłu wciąż poszukuje. Jednym z narzędzi, za pomocą których promuje swoją działalność, jest książka jej autorstwa pt. „Lawendowe pole. Czyli jak opuścić miasto na dobre”.

Spacer po alejkach

Joanna opuściła miasto na dobre, ale czy na zawsze?
– Nie mam planów na dalsze życie. Los często weryfikuje nasze zamierzenia – mówi Joanna Posoch. – Jestem w Nowym Kawkowie z przyjemnością. Sama decyduję, jakie są moje zadania. Praca jest moją pasją, mam wolność i poczucie sensu. Z radością witam każdy dzień i każdego gościa, który chce zamieszkać w moim domu. Cieszę się, gdy ktoś zostaje na dłużej, ale z nie mniejszą ochotą oprowadzam po plantacji osoby, które wpadły na chwilę, pospacerować po lawendowych alejkach.
A kiedy przychodzi zima, Joanna zmienia rękawiczki na długopis. I wszystko spisuje. O tym, co było i o tym, co jeszcze ma zamiar zrobić. Pomysłów ma mnóstwo, oby tylko nie zabrakło szczęścia do ich realizacji.




Autor: Agata Piszcz-Wendołowicz