STYL ŻYCIA

STRONA GŁÓWNA  /  STYL ŻYCIA  /  MÓWIĄ GWIAZDY  /  Dominika Zamara - diva "metalowa" str. 1

Dominika Zamara - diva "metalowa"

Dominika Zamara -

Fot. Studio Migafka


O tym co muzyka metalowa ma wspólnego z operową, dlaczego lepiej mieszkać we Włoszech a nie w Polsce oraz z którym artystą chciałaby zaśpiewać opowiada nam Dominika Zamara.


Dominika Zamara - polska śpiewaczka operowa. Występuje na scenach najsłynniejszych teatrów operowych w Europie i Stanach Zjednoczonych. Jej piękny sopranowy głos wzbudza zachwyt nie tylko miłośników muzyki klasycznej. We Włoszech, ojczyźnie opery, w ciągu kilku lat udało jej się zrobić spektakularną karierę.

Redakcja: Czy to prawda, że oprócz klasycznego śpiewu lubi też Pani „cięższe” brzmienia?

Dominika Zamara: Uwielbiam takie ciekawe syntezy. W Polsce miałam metalowy zespół Wishing Well, z którym graliśmy m.in. z Closterkeller. Tak naprawdę opera nie odbiega daleko od muzyki metalowej. Obie formy są monumentalne i oparte na podobnej harmonii...
 

Gdyby to Pani powiedziała fanom Nergala, chyba by nie zrozumieli. A chciałaby Pani wystąpić z Nergalem?

(śmiech) Myślę, że byłoby ciekawie. Bardzo chętnie, chociaż bardziej preferuję Vadera (śmiech). Na razie otrzymałam ciekawą propozycję od menadżerki zespołu Smashing Pumpkins. Chcą nagrać mój głos do najnowszego projektu.
 

Takie zainteresowania są chyba rzadko spotykane u ludzi opery?

Środowisko operowe jest bardzo konserwatywne. Ale dzięki takim projektom jestem w stanie przekazać młodym ludziom, czym jest opera. Dzięki występom z Wishing Well wielu z nich pokochało ten hermetyczny gatunek, chodziło później na spektakle operowe i moje koncerty.
 

Jak polskiej śpiewaczce operowej udało się zrobić karierę we Włoszech, ojczyźnie opery?

Byłam studentką V roku Akademii Muzycznej we Wrocławiu, kiedy dowiedziałam się, że mam szansę na stypendium i naukę w Konserwatorium Muzycznym w Weronie. Aby je otrzymać, musiałam nagrać płytę. Wszystko robiłam w biegu i nie wierzyłam do końca, że mi się uda. Byłam zmęczona. Okazało się jednak, że mój głos bardzo się spodobał. To było przeznaczenie, bo gdybym została w Polsce, byłoby mi dużo trudniej. W naszym kraju opera nie jest tak ceniona jak we Włoszech. Oni technikę śpiewu operowego mają we krwi. Nauczyłam się tutaj przede wszystkim techniki wokalnej bel canto, co w Polsce byłoby niemożliwe do osiągnięcia. Dzięki ciężkiej pracy, determinacji i całkowitemu poświęceniu się sztuce udowodniłam, że zasługuję na wyróżnienie. Wolałam wydać sto euro na lekcje śpiewu u mistrzów niż na jedzenie, ale warto było nie dojadać. To były bardzo szczęśliwe chwile.
 

Polska, Włochy... Czy zauważa Pani jakieś różnice w sposobie traktowania artystów?

We Włoszech artystów darzy się ogromnym szacunkiem. Przed premierą jest wiele prób, są ogromne wymagania, pełen profesjonalizm w przygotowaniach. W Polsce w większości przypadków wszystko robione jest szybko i niekoniecznie dokładnie, a na dodatek artysty nie traktuje się zbyt poważnie. Albo otrzymuję propozycje występów za charytatywne stawki, albo organizator nie płaci mi za koncert czy hotel. We Włoszech byłoby to nie do pomyślenia.
 

Naprawdę spotyka się Pani z takimi sytuacjami, mimo dorobku i znanego nazwiska?

W Polsce część osób uważa, że jeśli śpiewam we Włoszech, to jestem miliarderką. Jest mi zwyczajnie przykro, że zapomina się o Polakach tworzących za granicą. Mimo to mam nadzieję, że częściej będę występowała w Polsce. Mam ogromny sentyment do ojczyzny. Miejsca, w którym się urodziłam i stawiałam pierwsze, artystyczne kroki. Sama też próbuję promować nasz kraj. Ostatnio wydałam płytę w Edit Music Italy, na której umieściłam trzy pieśni Chopina. Polska kultura jest wspaniała i niezwykle bogata.

Umie Pani zaśpiewać coś „normalnie”? Na przykład „Sto lat” albo „Wlazł kotek na płotek”?

(śmiech) Byłoby ciężko. Mogłabym pobawić się głosem w taki sposób, ale to z kolei nie byłoby korzystne dla śpiewu operowego. W nim oddech musi być przeponowy, krtań opuszczona w dół, konieczne jest użycie rezonatorów głowowych. W muzyce rozrywkowej wykorzystuje się bardziej rejestry piersiowe. Mogę się na chwilę przestawić, ale potem ciężko mi wrócić. Nie warto ryzykować.


Z którym z wielkich artystów chciałby Pani zaśpiewać?

Piotr Beczała. To wybitny tenor, który występował w Metropolitan Opera i o którym, niestety, w ogóle się nie mówi. Na pewno z Placido Domingo. A jeżeli chodzi o artystów rozrywkowych, uwielbiałam Czesława Niemena i żałuję, że nie ma go z nami. Z żyjących artystów chętnie zaśpiewałabym z Edytą Górniak. Jest jedyną osobą, która ma tak rewelacyjny głos i technikę. Uważam, że jest jedyną prawdziwą artystką na polskim rynku.
 

Czasami wpada Pani do Polski. Może zostanie Pani na stałe?

Chciałabym kupić dom we Wrocławiu, gdzie się urodziłam i wykształciłam. Ale raczej nie zamieszkam tu na stałe, bo nie widzę perspektyw artystycznych.




Autor: Wojciech Buszko