STYL ŻYCIA

STRONA GŁÓWNA  /  STYL ŻYCIA  /  MÓWIĄ GWIAZDY  /  Jestem z natury „monochroma­tyczna” str. 2

Jestem z natury „monochroma­tyczna”

Jestem z natury „monochroma­tyczna”

Fot. Archiwum Małgorzaty Bernady


Małgorzata Bernady - z wykształcenia historyk sztuki. Od wielu lat, jako projektantka tkanin i tekstyliów, pracuje dla znanych marek: VOX, Almi Décor, ARISconcept, ISTE, Linden, NOTI. Tkaninami aranżuje także wnętrza, projektuje zabawki i akcesoria dla najmłodszych. Jest wykładowcą w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Prowadzi autorskie warsztaty dla dzieci i dorosłych z zakresu tkanin, tekstyliów i dekoracji.



Rozmawiamy o materiale, który wydaje się być dwuwymiarowy. Nie chciała Pani spróbować swoich sił twórczych w projektowania czegoś, co posiada kształt, np. mebli?


Tu kryje się tajemnica mojej fascynacji tekstyliami! Współczesne trendy zrywają z myśleniem o tkaninie jako o materii dwuwymiarowej. Wszystkie poszukiwania zmierzają w stronę trzeciego wymiaru. W projektowaniu królują teraz sploty, plisowania, karbowania, wszelkie efekty rzeźbiarskie, które czynią z tkaniny niejednokrotnie reliefy naśladujące naturę, korę drzew, mech, skały, kamienie. To naprawdę fascynujący świat faktur, barw i skomplikowanych struktur. Zajmując się tekstyliami dotykam więc projektowania przestrzennego. Nuda nie grozi.


Prowadzi Pani warsztaty dla dzieci, projektuje dla nich tkaniny i materiałowe zabawki. Czy są łatwymi słuchaczami?


Na razie nie wystarcza mi czasu na następne projekty dla najmłodszych, a wielka szkoda, bo to niezwykle ciekawe doświadczenie. Dzieci są znakomitymi odbiorcami dla wszystkich, którzy chcą sprawdzić przydatność swoich projektów. Zajęcia z nimi automatycznie weryfikują naszą wiedzę i pomysły. Albo im się coś podoba, akceptują to i włączają do swojego świata, albo odrzucają i jasno komunikują, że to nie jest ładne (śmiech).


Wspólnie z Piotrem Kuchcińskim wpadliście na pomysł stworzenia wyplatanych z wełny lamp...


Lampy trafiły do sprzedaży jesienią ubiegłego roku. To dla nas wielka satysfakcja, gdyż po raz pierwszy oboje z Piotrem występujemy również w roli producentów, a to nie jest łatwe zadanie. Produkcję tych lamp chcieliśmy objąć zasadami Fair Trade, czyli sam proces wyplatania lamp przekazać ludziom nie w pełni sprawnym, dla których mogłaby to być m.in. forma terapii manualnej. Taką metodę stosuje się z powodzeniem na całym świecie, ale u nas trafiliśmy na problemy ze zrozumieniem tego przedsięwzięcia.


Czy marzy Pani o tym, aby pracować dla tak znanych marek, jak Designers Guild, Eijffinger czy Romo?


Są i inne, dla których bardzo chciałabym pracować. Póki co, uczę się, obserwując ich poczynania. Mam w tej chwili propozycję zaprojektowania tkanin dla dużego niemieckiego producenta, ale ponieważ jest to absolutnie świeża sprawa, to cicho sza!


Czy obcując z tkaninami, można przejąć ich cechy? Ma więc Pani charakter ciepły, miły i łatwo układający się?


To zdecydowanie najtrudniejsze pytanie. Jeśli prawdą byłoby takie przejmowanie cech, to się obawiam, że z moim uwielbieniem lnów i wełen wypadłabym dość „szorstko” (śmiech). Jest jednak coś w tym, że pracując z tkaninami, dotykając ich często, zestawiając je ze sobą, łagodnieję, nawet jeśli wcześniej musiałam borykać się „po męsku” z jakimiś problemami.


Co pozwala Pani oderwać się od świata zawodowego?


Gdybym mogła raz jeszcze wybrać kierunek studiów i pójść nieco inną drogą zawodową, wybrałabym z pewnością scenografię filmową. Uwielbiam kino i zdarza mi się wyjść z niego, nie pamiętając do końca szczegółów fabuły, ale za to doskonale wiedząc, jak był zaaranżowany naczyniami kredens kuchenny, albo jak finezyjny haft zdobił baldachim łóżka. Mówię zupełnie poważnie. Oglądam świat kadrami, zamykam wszystko w kompozycje. Odpoczywam, podziwiając ładne zdjęcia, czytając sugestywne opisy. Sama też zajmuje się fotografowaniem, ale, niestety, moje zdjęcia nie zachwycają mnie tak jak inne (śmiech).




Autor: Karol Usakiewicz