WNĘTRZA

STRONA GŁÓWNA  /  WNĘTRZA  /  POMYSŁ NA WNĘTRZE  /  Apartament Cracow XIX str. 1

Apartament Cracow XIX

Apartament Cracow XIX

Fot. Tomasz Markowski


Apartament usytuowany w XIX-wiecznej krakowskiej kamienicy został stworzony przez artystów i rzemieślników, a nie ikony światowego designu. Współczesny jest tylko komplet wypoczynkowy.


Mieszkanie miało być gotowe w ciągu roku. Okazało się, że prace zajęły ponad trzy lata. Dlaczego? Bo na przykład w Krakowie było zbyt dużo ludzi. Proszę się nie śmiać. Artystów nie można straszyć, ani motywować pieniędzmi. Dużo skuteczniejsze są emocje.

A Pan jak ich mobilizował? – Mówiłem Iwo, że przy obecnej opieszałości będziemy kontynuować prace wiele lat po jego śmierci. Jak Gaudi . Pytałem również, czy zamierza mnie wykończyć psychicznie i wtedy było przykro. Dzisiaj nasze kontakty są dobre. Pewnie dlatego, że aktualnie nic razem nie robimy (śmiech). To był żart.

Mieszkanie w XIX-wiecznej krakowskiej kamienicy jeszcze kilka lat temu wyglądało tak, jak może wyglądać jedno z wielu zaniedbanych mieszkań w zaniedbanej, nieremontowanej kamienicy. Po trzech latach generalnej przebudowy, pojawieniu się siwych włosów na głowie inwestora Macieja Lipki oraz pieczołowitej pracy grupy artystów – ropucha w cudowny sposób przeobraziła się w śliczny apartament.

Warszawiacy i krakusy

– Historia z apartamentem Cracow XIX zaczęła się cztery lata temu... Kupiłem go na początku 2008 r. w XIX-wiecznej kamienicy. Przed zakupem dokonałem założenia, że jako

wspólnota wyremontujemy budynek. To nie było do końca racjonalne... Jak mogłem wierzyć, że 23 współwłaścicieli, którzy od lat nie mogli się ze sobą dogadać w sprawie odnowienia kamienicy, nagle wyrazi zgodę? Zwłaszcza że ja jestem z Warszawy, a oni z Krakowa. A z krakusami jest naprawdę ciężko, wszystko idzie powoli. Zazwyczaj podejmują decyzję, kiedy jest już po fakcie – opowiada Maciej Lipka.

Wiara może i była trochę karkołomna, ale w 2010 r. pod okiem konserwatora zabytków zakończył się generalny remont. Budynek odzyskał dawny blask, jednocześnie trwała renowacja apartamentu.

Pan Maciej chciał stworzyć przestrzeń niebanalną. Wykreowaną przez artystów i rzemieślników, a nie ikony światowego designu. Ikony, które można kupić w każdym sklepie z luksusowym wyposażeniem i znaleźć w każdym „designersko” zaprojektowanym wnętrzu.

– Przy całym szacunku dla współczesnego zatracenia w miłości do szkła, żelbetu i aluminium, chciałem zwrócić uwagę, że historia sztuki nie zaczęła się po II wojnie światowej. Przez wieki wszystkie epoki w sztuce, mimo zmian i zaprzeczeń, odwoływały się do światowej spuścizny kulturowej. Zależność ta została przerwana dopiero w XX w. – opowiada właściciel apartamentu. – Współczesne apartamenty, nawet jeśli mają jakąś indywidualność, są industrialną dżunglą. Nie chciałem być szczęśliwym posiadaczem kolejnego egzemplarza profilu aluminiowego ciętego z metra i pomalowanego proszkowo w piecu w „unikatowym” RAL 9006.

Tworzeniem przestrzeni dla Pana Macieja zajął się Iwo Birkenmajer, malarz, rzeźbiarz, pastelista, rysownik i poeta. Pomagała mu malarka Anna Siek.

Chorzy na perfekcję

Początkowy entuzjazm inwestora w konfrontacji z artystyczną wizją uległ znacznemu ochłodzeniu. Założenie, że prace zostaną ukończone w określonym terminie, było pobożnym życzeniem. Na dodatek kogoś, kto nie pojmuje, jak trudne są relacje ludzi sztuki ze światem zewnętrznym i całym jego racjonalnym, obrzydliwie wręcz mieszczańskim, pojmowaniem kwestii czasu.

– Współpraca z artystami wymaga osobliwej asertywności. Narzędziem komunikacji nie są pieniądze, tylko balansowanie między chwaleniem, a rozczarowaniem. Przez pierwszy rok nie było żadnych postępów. Iwo zapewniał, że ciągle rysuje. Ufałem, że cierpliwość zostanie wynagrodzona, chociaż cały czas coś było jeszcze nie całkiem gotowe i nie można było tego zobaczyć.

– Musiał mieć Pan w sobie dużo anielskiej dobroci?

– To nie tak... Deklaracje artystów składane są ze szczerością, oni naprawdę w nie wierzą. Teraz mam świadomość, że tworzenie architektury z artystami nie jest kwestią pieniędzy i terminu. Możesz powiedzieć: Słuchaj, dam ci sto tysięcy więcej, jak skończysz za tydzień, ale to nie zadziała. Możesz zagrozić, że w ogóle nie zapłacisz, ale to też nie ma znaczenia. W dzisiejszym świecie ludzie nie wierzą w siebie. Określają swoją wartość przez wysokość zarobków, a przecież to nie określa tożsamości – mówi Maciej Lipka. – Najlepiej problem widać w motywacji młodzieży przy wyborze studiów. Ich decyzje są prawie zawsze usprawiedliwiane hipotetycznymi zarobkami, a nie zdolnościami. Jeśli ktoś robi coś najlepiej na świecie, pieniądze same przyjdą. Pochopnie jest zakładać, że jesteśmy średniomierni. Artyści są wolni od takiego pojmowania świata. Dużo bardziej skuteczne są emocje i cel, który ma zadziwić świat. Kiedy zarzucałem artyście bezczynność, słyszałem: Moim błędem jest to, że jestem chory na perfekcję i wciąż muszę zaczynać od początku, albo Nawet Pan nie wie, ile musiałem przeczytać książek, zanim zacząłem projektować. Najlepszy był jednak jeden z artystów z Przemyśla, który powiedział mi: Nie mogę dziś pracować, bo w Krakowie jest zbyt dużo ludzi. Z drugiej strony sprawą bezsporną jest fakt, że Iwo Birkenmajer podołał wyzwaniu i stworzył emocję, do której razem dążyliśmy. Z dzisiejszej perspektywy jestem pewien, że nikt by tego nie zrobił lepiej od Iwo. Przeszliśmy szczęśliwie drogę od słowa do przedmiotu.

Wieszak XXL

Wchodzimy do apartamentu. W holu uwagę przyciąga zaprojektowany przez Iwo, a wykuty przez krakowskiego kowala Krzysztofa Ferdka, piękny wieszak-altanka na ubrania w formie pnących się po ścianach i suficie winorośli.

– Waży ponad dwieście kilogramów. Kosztował... Ale nie rozmawiajmy o pieniądzach... W każdym razie prawdopodobnie jest to najdroższy wieszak w okolicy (śmiech).

– Warto było?

– Przecież nie mogłem powiesić zwykłego (śmiech).

W holu znalazły swoje miejsce, obok dekoracyjnego wieszaka, obrazy „Letni sad w Petersburgu” rosyjskiego malarza Kirylla Datsuka oraz „Pałac Myślewicki w Warszawie” Iwo Birkenmajera. Iwo został zmuszony przez pana Maćka do malarstwa klasycznego.

Rynek w salonie

Większość mebli do apartamentu Cracow XIX kupowana była na licytacjach w Austrii. Były w kiepskim stanie, często ich renowacja kosztowała dwa razy więcej niż sam zakup.

– Salon jest eklektyczny. Łączy neoklasycyzm z elementami secesji, która nie miała specjalnych przesłań i bazowała na zdobnictwie, dlatego uzupełniliśmy go o płaskorzeźby Rynku Głównego. Oprócz sofy, luksusowej włoskiej marki Nieri, wszystkie meble mają ponad 100 lat. Secesyjne wypoczynki były zwyczajnie niewygodne – śmieje się Maciej.

Płaskorzeźby Rynku Głównego w Krakowie z aforyzmami: „Kogo los chce zgubić, tego czyni głupcem”, „Życie krótkie, sztuka wieczna”, „Zrobiłem, co mogłem, kto potrafi, niech zrobi lepiej”, „Nie ten jest ubogi, kto mało ma, ale ten, kto chce mieć więcej” wykonane zostały przez Annę Siek. Elementy sztukatorskie również były robione od podstaw.




Autor: Wojciech Buszko, fot. tomasz Markowski, stylizacja Agnieszka Kozień