WNĘTRZA

STRONA GŁÓWNA  /  WNĘTRZA  /  POMYSŁ NA WNĘTRZE  /  Apartament Cracow XIX str. 2

Apartament Cracow XIX

Apartament Cracow XIX

Fot. Tomasz Markowski


Apartament usytuowany w XIX-wiecznej krakowskiej kamienicy został stworzony przez artystów i rzemieślników, a nie ikony światowego designu. Współczesny jest tylko komplet wypoczynkowy.


– Nie korzystaliśmy z komercyjnych form, tworzyliśmy własne. Złocenie 24-karatowym złotem dwóm osobom zajęło pięć miesięcy ślęczenia na rusztowaniu. Wzory najpierw były pokrywane klejem króliczym, następnie kładziono na nie trzy warstwy pulmentu, pędzlem o powierzchni kilku milimetrów kwadratowych. Na koniec wszystko było polerowanie agatem. Szło nam jak krew z nosa. Iwo upierał się, że im więcej pulmentu tym lepiej, bo to świadczy o szlachetności – wspomina właściciel apartamentu.

Diabeł tkwi w szczegółach

Salon jest przechodni. Możemy z niego dojść do gabinetu, a skręcając na lewo do sypialni z austriackimi meblami z gruszy w stylu Boulle,

pochodzącymi z II połowy XIX w. Całe zestawy sypialniane Boulle są nieosiągalne w Polsce.

– Nikt nie chciał przeprowadzić ich renowacji, bo mosiądz zatopiony w  drewnie wymaga znajomości odpowiednich technik. Po długich poszukiwaniach znalazłem wreszcie chętnego. Renowacja wszystkich mebli u jednego stolarza zajęła półtora roku – wyjaśnia Maciej Lipka.

Klasyczną aranżację sypialni uzupełniają kolejne obrazy Kirylla Datsuka „Grecja”.

W gabinecie rosyjskie meble z palisandru z początku XX w. kreują cesarski styl empire, odmianę późnego klasycyzmu wzorowanego na sztuce starożytnej Grecji, Rzymu i Egiptu. Drogę do krainy Morfeusza wskaże replika „Mapy Świata” Abrahama Orteliusa z 1570 r., na której nie ma Australii. Stylowa kuchnia jest jak teatralny rekwizyt, służący do celebrowania ulotnych chwil przy filiżance gorącej kawy, zachowujący jednocześnie podstawowe funkcje utylitarne.

– Wzorowana na włoskich motywach, kuchnia trzy razy była odsyłana do producenta do poprawki na drugi koniec Polski. W końcu została ostatecznie zaakceptowana.

Dobór odpowiednich materiałów i dodatków podkreśla wyszukany, bardzo elegancki styl łazienki, inspirowanej antykiem i secesją. Mlecznobrązowe trawertynowe płytki harmonijnie komponują się z bielą dekoracyjnej konsoli polskiej firmy Szultka Furniture. Wyjątkowym pochodzeniem może pochwalić się rama do lustra, która wykonana została z... fragmentu kościelnego żyrandola. Zresztą wszystkie żyrandole w tym domu były robione na zamówienie. Uwagę przyciąga też przestrzenna posadzka, wykonana z bambusa w trzech odcieniach, składająca się z 3500 ręcznie szlifowanych klepek.

– Jeżeli cena kreuje wykończenie wnętrz, to nigdy niczego nie stworzymy. Teza ta dotyczy tanich rozwiązań, jak i ekstremalnie drogich. Konsekwencją świata, w którym pieniądze stały się religią jest odejście od traktowania pieniądza jako narzędzia ku postrzeganiu go jako idei-celu. Jest to upadek sztuki. Zgodnie trwaliśmy z Iwo w przekonaniu, że między przepychem a kiczem jest bardzo cienka linia. I nie wyprodukowano jeszcze na świecie takiej ilości forsy, która zagwarantowałaby dobry smak. Koszty finansowe tworzenia wnętrz nie są żadnym argumentem dla estetyki. Źródłem piękna jest owa zdolność artysty do spacerów po cienkiej linii estetyki.

Ładne znaczy dobre

Stylowa przestrzeń kryje w sobie nowoczesną technikę. Klimatyzacyjne wloty dyskretnie ukryto za trzema kutymi kratami (projekt Iwo Birkenmajer), zaś system ogrzewania – pod kamienną posadzką. Kolumny systemu audio przyjęły dyskretną formę szafeczek z palisandru, dostosowanych wzornictwem do secesyjnego kredensu. Jest też dyskretne, wielkoformatowe kino domowe HD. Prywatności strzegą elektryczne rolety w oknach, dwa alarmy oraz pancerne drzwi wejściowe.

– Ładnie tutaj... Ale po co Panu takie wychuchane mieszkanie?

– Ludzie śmieją się z filmu Alternatywy 4, ale w domach mają to samo co kiedyś... Formy i kolory się zmieniły, ale powtarzalność – pomimo pozornego „szerokiego wyboru” – została. We współczesnych apartamentach z 200-metrowym tarasem i dużymi przeszkleniami, poza widokiem za oknem, nie ma nic ciekawego. Chciałem pokazać, że można mieszkać inaczej, a to, co wszyscy uważają za ładne, ładne nie jest. Taka osobista forma konstruktywnej krytyki. A po drugie... Rzuciłem SGH po szóstym semestrze, bo nie potrafiłem odpowiedzieć sobie na pytanie: Po co przychodzę do tej szkoły? Zająłem się sprzedażą. I całe życie coś sprzedaję. Ten apartament jest formą wyzwolenia się ze sprzedawania produktów i usług powszechnych i powtarzalnych. Aby to zrobić, musiałem zainwestować własne środki w coś, co sam uważam za nieosiągalne i wyjątkowe.




Autor: Wojciech Buszko, fot. tomasz Markowski, stylizacja Agnieszka Kozień