WNĘTRZA

STRONA GŁÓWNA  /  WNĘTRZA  /  POMYSŁ NA WNĘTRZE  /  Dom z moim autografem str. 1

Dom z moim autografem

Dom z moim autografem

Fot. Dmitry Kalashnikov


Hanna Kłyk, projektantka wnętrz i właścicielka autorskiej pracowni projektowej opowiada o tym, jak powstał jej niezwykły apartament.


Przy każdym projekcie namawiam gospodarzy do tego, aby pozostawili w swoich wnętrzach własny ślad w na przykład postaci rodzinnych akcentów, które zaświadczą o ich historii lub historii najbliższych. Nakłaniam ich też do stworzenia czegoś własnoręcznie, co uczyni ich przestrzeń niepowtarzalną, niebanalną – podkreśla projektantka.

Projektantka dodaje, że nawet najbardziej atrakcyjne projekty, wzbogacone o przedmioty i dekoracje będące ikonami designu, a pozbawione owych osobistych wątków, zawsze pozostaną niepełne i bezosobowe. A dom to przecież przestrzeń „z duszą”, taką jak nasza.

Przede wszystkim szczerość

Tworząc swój apartament, pani Hanna uważnie wsłuchała się w głos serca, intuicji i wyobraźni. Pozostała przy tym wyjątkowo konsekwentna i wierna swoim estetycznym upodobaniom. Wszystkie jej projekty są rozpoznawalne poprzez zamiłowanie do kontrastowych zestawień – modernistycznej stylistyki z klasyką, industrialnych elementów z rustykalnymi, starego z nowym, a także zestawień szlachetnych i naturalnych tworzyw z syntetycznymi, na wskroś nowoczesnymi materiałami. To przywiązanie do prawdziwości tworzywa i przeznaczonej mu funkcji jest wręcz znakiem firmowym Hanny Kłyk. Jej twórcze credo znalazło szczególne uzasadnienie podczas pracy nad własnym apartamentem. Dlatego ten dom stał się prawdziwą wizytówką projektantki.
Miejsce jest wyjątkowe, ponieważ nad wyraz szczere we wszystkich wyborach – od tworzyw, stylów, po perfekcyjną kompozycję. Ale to, co wyróżnia ten osobisty projekt, to przede wszystkim wybór barw.
– Zależało mi na tym, by moje wnętrze było od początku do końca monochromatyczne. Zdecydowałam się na paletę szarości, grafitu, bieli, uzupełnioną o odcienie beżu, zwłaszcza w sypialni. Nie bez przyczyny wybrałam szarość – akcentuje projektantka. – We wszystkich wnętrzach, nad którymi dotychczas pracowałam, sporo było soczystych kolorów, wzorów, tapet czy ornamentyki. W swoim domu chciałam uniknąć dosadnych powtórzeń, po prostu odetchnąć. Szarość stała się kluczem do prostoty, naturalności i lekkości, jakiej zapragnęłam. A poza tym kolor szary jest dobrym tłem dosłownie dla wszystkiego.

Oswajanie przestrzeni

Wnętrze zostało wymyślone od podstaw. Na 88 m² pani Hanna najpierw musiała nakreślić całkiem odmienny od zastanego szkic przestrzenny. Zaprojektowała dwie podstawowe i odrębne funkcjonalnie strefy – stricte prywatną z pracownią i sypialnią oraz strefę oficjalną, czyli obszerny salon, otwarty na hall i kuchnię. Z salonu wiodą drzwi na przepiękny, oszklony taras – ulubione miejsce pani domu. Jak wyznaje projektantka, koncepcja wnętrza zrodziła się spontanicznie, wszystkie zmiany, przeróbki konstrukcyjne powstawały niemal w biegu.
– Projekt realizowała zaprzyjaźniona ekipa, z którą rozumiemy się między wierszami. Rysowałam im koncepcje dosłownie na ścianach, a oni je wykonywali. To osoby niezwykle utalentowane, którym mogłam powierzyć każdy, nawet najbardziej subtelny pomysł – opowiada projektantka.
Dziełem zdolnych rzemieślników są m.in. stylowe drewniane drzwi i rustykalna szafa w sypialni.
– Powstała według mojego projektu, z drewna z recyklingu: ze starych desek i słupów z rozbiórki, oczyszczonych, a następnie bielonych i olejonych – wyjaśnia pani domu. – To dzieło znajomego stolarza, którego firma robi obecnie furorę w Londynie, bo meble z odzyskanego drewna mają duże wzięcie na Zachodzie.

Śródziemnomorskie opowieści

Pani Hanna kocha fakturę i barwę drewna, zwłaszcza starego. W jej domu dominuje drewno dębowe, jako to szlachetne, rodzime i trwałe. Drewniane elementy znajdziemy wszędzie, nawet w łazience i przedpokoju – w postaci toczonych filarów, desek szalunkowych na ścianach czy belek na suficie.
Drewniany stół w jadalni był nowy, prosto z salonu meblowego. Choć stylizowany na stary, projektantka poddała go własnemu procesowi „patynowania”. Teraz jego surowa bryła stanowi przeciwwagę dla idealnie gładkich, błyszczących frontów mebli kuchennych. Biała, monolityczna tafla, poprzecinana symetrycznymi, geometrycznymi liniami, to nic innego, jak fronty pojemnych szafek, które kryją całe wyposażenie i urządzenia AGD. Z nowoczesnym, syntetycznym tworzywem kuchennych frontów kontrastuje sztukateria, bogata w klasyczne i rokokowe motywy. Tworzy ona osobliwą ramę wokół białej tafli. Taka sama sztukateria pojawia się także wokół „ściany” z luster, stojącej na granicy stref salonu i hallu. Za lustrami kryje się garderoba.
– Sztukateria jest idealnym elementem dekoracji obu monolitycznych powierzchni. Wybrałam misterne i delikatne wzory, nawiązujące w dużej mierze do rzymskich. Lubię sztukaterię i kocham Rzym, często tam podróżuję.
To nie jedyne śródziemnomorskie skojarzenie... W salonowych oknach od wewnątrz pojawiły się białe okiennice z lekkiego egzotycznego drewna. Z jednej strony mają one cel praktyczny (chronią przed intensywnym nasłonecznieniem), z drugiej – „nastrojowy”. Dzięki nim salon staje się niezwykle przytulny, choć jego główne wyposażenie stanowią proste popielate kanapy, minimalistyczny stoliczek oraz postarzona, niska komoda pod telewizorem. Główną rolę w salonie gra jednak piękna w swej prostocie drewniana lampa z wielkim pergaminowym kloszem projektu Paoli Navone. To jedna z ulubionych zdobyczy Hanny Kłyk. Istotnymi ozdobami salonu, dostrojonymi do jego nostalgicznego wyrazu, są też obrazy Jakuba Słomkowskiego, znanego polskiego artysty młodego pokolenia, które projektantka wyeksponowała na dwóch ścianach wnętrza.
– Zasugerowała mi ten wybór znana projektantka warszawska, moja guru w naszym fachu, Justyna Smolec. Wiedziała, czego potrzebuję – mówi Hanna Kłyk.

Kamień, metal i światło

Zamiłowanie projektantki do naturalnych tworzyw jest widoczne w każdym zakamarku jej domu. Metal czy szlachetny kamień zawsze są obecne obok drewna. Dlatego nad masywnym drewnianym stołem w jadalni zawisł kuty kandelabr.
– Stworzył go kowal-artysta. Jego pierwotną rolę – świecznika, którym jest zresztą do dzisiaj, wzbogacił o dodatkową funkcję – elektrycznego żyrandola mój mąż, który wykonał instalację – opowiada projektantka. – Dzięki mężowi udało mi się także zrealizować pomysł zawieszenia nad dekoracyjnym, stylizowanym lustrem w hallu fabrycznych lamp, które pełnią rolę kinkietów. Uważam, że ta industrialna forma urozmaica wnętrze i doskonale czuje się w sąsiedztwie stylizowanych mebli z Almi Décor.
Zdaniem Hanny Kłyk, umiejętne łączenie przeciwstawnych stylów jest pożądane w każdym wnętrzu. Dlatego też w jej domu kontrasty są wręcz wszechobecne. Na przykład w łazience i przedpokoju, gdzie pierwsze skrzypce gra kamień i włoski marmur, ciepłym akcentem jest drewno – na podłogach, ścianach, czy też w postaci rzeźbionych lub toczonych detali.

Z miłości do rzeczy pięknych

Dom Hanny Kłyk jest pełen przedmiotów z autorskim podpisem. Jej własnym, ale też i uznanych projektantów. Zawsze poszukuje rzeczy niebanalnych – od mebli, po dekoracje lub naczynia. Oprócz Paoli Navone czy Ingo Maurera, także inni znani designerzy pozostawili w jej wnętrzu swoje autografy: Patricia Urquiola, Nanni Marquina czy wreszcie klasyk – Philippe Starck. Projektantka ma też swoje ulubione miejsca na mapie Warszawy, gdzie szuka wyjątkowych mebli, tkanin i bibelotów. Jednym z nich jest galeria Nap na Mysiej, skąd pochodzi wyposażenie sypialni czy też krzesła w jadalni. Jej dom dostrojony jest do jej emocji i potrzeb, a te wynikają z bezwzględnej miłości do rzeczy pięknych.




Autor: Ewa Sosnowska