WNĘTRZA

STRONA GŁÓWNA  /  WNĘTRZA  /  POMYSŁ NA WNĘTRZE  /  Klasyka zatrzymana we wnętrzu str. 1

Klasyka zatrzymana we wnętrzu

Klasyka zatrzymana we wnętrzu


Na trzecim piętrze kamienicy z okresu międzywojennego na warszawskiej Alei Przyjaciół pan Andrzej postanowił stworzyć długo poszukiwany, ten jedyny i niepowtarzalny świat.


Właściciel mieszkania, który na co dzień dużo podróżuje, od dawna marzył o funkcjonalnym apartamencie, utrzymanym w klasycznym stylu. Paradoksalnie oazy ciszy i spokoju nie szukał w podmiejskich otulinach, lecz w centrum prawie dwumilionowej metropolii, nie chcąc tym samym tracić kontaktu z „wielkim światem”.

— Od zawsze marzyłem o tym, aby mieszkać w starej kamienicy. Miałem taką przyjemność w Wiedniu, ale upragnione „cztery kąty” chciałem znaleźć w Warszawie. I w końcu trafiła się okazja. Pomimo że mieszkanie było mocno zniszczone, od progu czuć było jego specyficzną aurę. Wtedy zrozumiałem, że jest to moje miejsce na ziemi — wspomina pan Andrzej, właściciel apartamentu.

Doskonale wiedział też, komu powierzyć prace renowacyjne i aranżacyjne. Wybierając architekt wnętrz Elżbietę Carton de Wiart, właścicielkę Pracowni Projektowania Wnętrz w Warszawie, postawił na doświadczenie i zaufanie.

— Właściciel apartamentu jest moim stałym klientem. Wcześniej zaprojektowałam dla niego dwa inne mieszkania. Znakomicie się rozumiemy, znamy swoje upodobania i potrzeby. Cieszę się, że zawsze zostawia mi wolną rękę w aranżacji. Miałam szczęście pracować w tym mieszkaniu — przyznaje Elżbieta Carton de Wiart, która do współpracy zaprosiła architekt wnętrz Annę Brzeską.

Dwa w jednym

Przystępując do aranżacji wnętrz, obie panie miały twardy orzech do zgryzienia. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu apartament stanowił bowiem jedną z części większego mieszkania, co znacznie utrudniło opracowanie projektu jego renowacji.

— W powojennej Warszawie, która wskutek dużych zniszczeń borykała się z brakiem domów, wiele dużych mieszkań dzielono na dwa, trzy oddzielne. Podobnie było w tej kamienicy. Aby z tej części powstał pełnowartościowy apartament, musiałyśmy stworzyć go właściwie od podstaw — tłumaczy pani Elżbieta.

Chcąc przywrócić funkcjonalność zastanych pomieszczeń, w pierwszej kolejności zdecydowano o wyburzeniu części kuchenno-łazienkowej.

— Do każdego z pomieszczeń prowadzi oddzielne wejście, a jednocześnie pozostają one w amfiladzie. W centrum apartamentu usytuowano jadalnię, z której możemy płynnie przejść do sypialni i salonu. Dzięki mobilnym drzwiom pomieszczenia reprezentacyjne tworzą jedną, otwartą przestrzeń. Takie rozwiązanie znakomicie rozprowadza też światło — dodaje architekt.

 

Zatrzymać klasykę

Po minięciu holu oczom przybyłych ukazuje się przestronna i pełna naturalnego ciepła jadalnia. W jej centrum znajduje się klasyczny, rozkładany stół z czterema krzesłami, a nieopodal stoją masywna komoda, przeszklona etażerka, witryna, biblioteka i kanapa. Wszystkie meble, wykonane z ciemnego mahoniu, utrzymane są w biedermeierowskim stylu.

— Kocham stare meble, a szczególnie z połowy XIX w., w stylu biedermeiera. Kupuję je w salonie mebli antycznych. Jeśli są w dobrym stanie, trafiają bezpośrednio do domu, jeśli w gorszym – zlecam ich renowację. Do tej pory udało mi się nabyć m.in. witrynę, bibliotekę, komodę, stół, kanapę, dwa lustra i niciaki — wylicza pan Andrzej.

Dekoracyjnym uzupełnieniem jadalni są trzy obrazy, w tym wiszące nad komodą dzieło niemieckiego malarza Johanna Weissa. Wieczorem o nastrojową aurę dba stalowa lampa z dwoma beżowymi oprawami w stylu art déco.

Salonowe duchy

Sercem eleganckiego salonu jest zabudowany białymi kaflami kominek, wyglądem przypominający piec, o którym od dawna marzył pan domu. Salon nie zasługiwałby jednak na miano klasycznego, gdyby nie pojawiły się w nim stare meble – kanapa, fotele, dwa stoliki oraz lustro. W ich towarzystwie znakomicie czuje się odnowiony dębowy parkiet.

— Kominek powstał w miejscu powojennej kuchni węglowej. Udało nam się osiągnąć taki efekt, że jest on widoczny jednocześnie od strony salonu, kuchni i jadalni. Oprócz tego, że kominek tworzy sympatyczną atmosferę, umila gospodarzowi czas spędzony na gotowaniu — wyjaśnia Elżbieta Carton de Wiart.

Nieco tajemniczą ozdobą salonu jest pusta drewniana rama z dekoracyjnymi ornamentami, zawieszona nad wiekową skrzynią. Wbrew pozorom rama nie czeka jednak na dzieło sztuki lub lustro, a czuwa nad bezpieczeństwem mieszkańców.

— Na początku zastanawiałem się, czy wstawić w nią obraz. W końcu doszedłem do wniosku, że skoro apartament jest stary i mieszkały w nim przynajmniej trzy pokolenia rodzin, musi być miejsce, gdzie mogą gromadzić się ich duchy. A to, że one istnieją, słyszę w nocy — uśmiecha się pan Andrzej.

Fortepian dla córki

Aranżacja sypialni świadczy o pasji, z jaką projektantka połączyły nowoczesność z przeszłością, tworząc miejsce przesiąknięte duchem eklektyzmu. W funkcjonalnie zaprojektowanej przestrzeni doskonale odnajdują się klasyczne stoliki i łóżko, nadając pomieszczeniu romantyczną aurę. Integralną częścią pokoju są wbudowane w ścianę, a jakby niewidoczne szafki pełniące na co dzień rolę garderoby. Odrobinę luksusu zapewniają czerwone poduszki i kapa marki Etro, a także dalekowschodni dywanik.

W bliskim sąsiedztwie jadalni, salonu i sypialni znajduje się dawny hol wejściowy, który po remoncie pełni funkcję pomieszczenia uzupełniającego. Główną rolę „odgrywa” w nim potężny i elegancki fortepian niemieckiej firmy Gustar Fiedler.

 

— Wiecznie muszę go ze sobą gdzieś zabierać i na nowo nastrajać. Tym razem miałem to szczęście, że bez problemu znalazło się dla niego miejsce. Robię to dla córki, która czasem mnie odwiedza i w wolnych chwilach lubi na nim grać — uśmiecha się właściciel.

W pomieszczeniu wrażenie robi też lampa z początku XX w., ozdobiona szklanymi frędzelkami. Podobnie jak w innych strefach, nie mogło tu zabraknąć luster, które, zdaniem właściciela, nie tylko optycznie powiększają przestrzeń, ale dzięki stylowym ramom stanowią oryginalny element dekoracyjny.

Ze sztuką na ty

Jak przystało na kamienicę, której przeszłość głęboko tkwi w świecie kultury, stała się ona idealnym miejscem na pielęgnowanie artystycznej pasji. Właściciel mieszkania jest wielkim miłośnikiem sztuki. Z umiłowaniem kolekcjonuje obrazy polskich i zagranicznych malarzy, a następnie dobiera im miejsce na ścianach apartamentu.

— Uważam, że obrazy są nierozerwalnym elementem aranżacji wnętrza. Sztuka nie tylko podnosi rangę pomieszczeń, ale stwarza też ich specyficzny nastrój, mówi do nas. W sumie w mieszkaniu znajduje się kilkadziesiąt obrazów — zaznacza pan Andrzej.

Szczególne miejsce w tej galerii zajmują ciepłe, a jednocześnie ekspresyjne, prace Mai Berezowskiej, które właściciel mieszkania kolekcjonuje już od kilkudziesięciu lat. Z dumą podkreśla, że jest posiadaczem takich obrazów malarki, jak „Wisłostrada przyszłości”, „Dziewczyna z zapałkami” czy „Kobieta, która czeka na swojego mężczyznę”.

Pasja gotowania

Obrazy Mai Berezowskiej zdominowały kuchnię. Usytuowana w strefie bocznej przestrzeń, jest jednym z ulubionych miejsc pana domu. Wyposażono ją w nowoczesne urządzenia i funkcjonalną zabudowę pokrytą ciemnym, błyszczącym fornirem. Chłodna marmurowa podłoga współgra z ciepłym granitowym blatem, w który wpuszczono płytę grzewczą. Funkcjonalne oświetlenie zapewniają sprytne lampki zamontowane w suficie, okapie i pod szafkami blatów.

— Wiedząc o tym, że podczas gotowania właściciel lubi jednocześnie rozmawiać z gośćmi, w kuchni wygospodarowałam miejsce na stół z czterema krzesłami — opowiada architekt Elżbieta Carton de Wiatr.

Toaleta z gracją

Szczególnie dumna jest ona z aranżacji łazienki i niewielkiej toalety, które wymagały najwięcej pracy i poświęcenia. Chcąc nawiązać do elegancji pozostałych stref, w obu pomieszczeniach zastosowano efektowne odmiany szlachetnego marmuru – odpowiednio czarno-biały i forest brown. W łazience umieszczono kabinę prysznicową, umywalkę i bidet. Ciekawym uzupełnieniem wyposażenia jest efektowny kryształowy żyrandol i punktowe oświetlenie lustra.

— Łazienka pełni istotną rolę w naszym życiu, spędzamy w niej mnóstwo czasu. Równie dobrze możemy w  niej zastosować elementy dekoracyjne. Odpowiednia wentylacja sprawi, że  nie zagrozi im nawet wilgotność — wyjaśnia projektantka.

Ledowy koncert

Nastrojowy klimat wnętrz tworzy też umiejętnie dobrana kolorystyka. Zastosowana na ścianach stonowana paleta barw écru i bieli, wprowadziła odprężającą, wyciszającą aurę. Stała się też idealnym tłem dla masywnych mahoniowych mebli i dumnych obrazów.

— Kolorystykę wnętrz utrzymano w stylu of white, nawiązującym do spokojnej bieli. Aby uatrakcyjnić przestrzeń i zróżnicować światło, przy suficie zamontowaliśmy „ciepłe” ledowe lampki. Podświetlenie z ukrytego, liniowego światła dodatkowo optycznie powiększa mieszkanie — tłumaczy architektka.

Zalety apartamentu właściciel szczególnie docenia po powrocie z kolejnej podróży. Kiedy już rozgości się w salonie, uruchomi pieco-kominek oraz przywita słynnych malarzy, z czystym sumieniem może zacytować popularne przysłowie: wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.

— Dużo podróżuję po świecie, mieszkałem w wielu wspaniałych rezydencjach, ale uważam, że obecne mieszkanie z jego lokalizacją jest najlepsze. Zawsze tu wracam z ogromną przyjemnością. Mam fantastyczne widoki na otaczającą zieleń, a dzięki temu, że ulica jest zamknięta, jest tu niezwykle urokliwie i cicho. W sąsiedztwie mieszkają przedstawiciele świata polityki, kina, teatru, biznesu, a więc jak ma nie być pięknie...




Autor: Adam Mazurek, stylizacja: Dorota Cybis, fot. Hanna Długosz