WNĘTRZA

STRONA GŁÓWNA  /  WNĘTRZA  /  POMYSŁ NA WNĘTRZE  /  Marokańskie wnętrza w Krakowie str. 1

Marokańskie wnętrza w Krakowie

Marokańskie wnętrza w Krakowie

fot. Tomasz Markowski


W mieszkaniu tym są pomieszczenia, które stylistycznie nawiązują do kultury i sztuki Maghrebu. Każde z nich powstało z fascynacji Marokiem.


Krakowskie mieszkanie Moniki i Sebastiana jest bramą Afryki, tak jak Maroko. Spacerujemy uliczkami starej medyny Fezu lub Meknesu. Podziwiamy czerwone mury Marrakeszu. Wędrujemy wgłąb saharyjskiego ergu, by z wysokiej wydmy spojrzeć w rozgwieżdżone niebo. Może usłyszymy hipnotyczne melodie muzyków Gnawa z Mogador?

Marokańskie fascynacje właścicieli wypełniły przestrzeń każdego z wnętrz. Oto pustynny miraż: kolorystyka, materiały, zdobienia i akcesoria mamią nas, że wciąż kontynuujemy egzotyczną podróż. Znajdujemy się jednak w Krakowie. Mieszkanie Moniki i Sebastiana to pięć pomieszczeń, które przekonują, każde we własny sposób, że ze stylistycznymi nawiązaniami do kultury i sztuki Maghrebu nowoczesnemu apartamentowi jest „do twarzy”. A wszystko dzięki talentowi i pracy właścicielki, malarki i projektantki wnętrz.

Riad

Taką nazwę nosi tradycyjny dom marokański, często pełniący funkcję hotelu. Wyraz riad, umieszczony na tle ochrowej ściany salonu, uspokaja gości: są tu mile widziani. Mogą spocząć na skórzanej sofie albo zasiąść razem przy drewnianym stole, leniwie sącząc marokańską herbatkę miętową. Na pewno zwrócą uwagę na szachownicę wkomponowaną w podłogę, orientalną komodę i fontannę z wyrzeźbionymi ptaszkami, które z gracją chwytają w locie kropelki wody...

— Chciałam, aby salon nawiązywał do marokańskich riadów, małych hotelików często dysponujących tylko trzema pokojami — tłumaczy Monika Kantor, projektantka i właścicielka krakowskiego mieszkania. — Przybierają one kształt tradycyjnych domów arabskich z otwartym dziedzińcem i fontanną w jego centralnym punkcie. W mieszkaniu w mieście nie mam ani dziedzińca, ani nawet ogródka. Dlatego postanowiłam umieścić w salonie fontannę, w której jak w rajskim ogrodzie rozrzucone są płatki róż. Kojący szelest wody przenosi nas do Maroka i przypomina o tradycyjnych riadach.

 

Derb

Życie w Maroku toczy się na ulicach. W ocienionej alejce, nazywanej derb, mieszkańcy nie tylko zatrzymują się, aby pogawędzić z sąsiadem. Ulica to także miejsce pracy. Tak jak pokoik-biuro w krakowskim mieszkaniu. Przezroczyste krzesło nie przeszkodzi w kontemplowaniu obrazu przedstawiającego jedną z ulic Marrakeszu. Namalowała go sama właścicielka.

— Mój pokój pracy, połączone z długim holem otwarte wnętrze, to pierwsze pomieszczenie położone tuż przy wejściu — mówi projektantka. — Zaproszony klient widzi z niego długi korytarz i część salonu. Znajduje się tu biurko wykonane z litego drewna kolonialnego oraz regał z marokańskimi albumami, które zbieram od kilku lat. Klient może więc zobaczyć nie tylko na podstawie mojego wnętrza, jak wygląda współczesny marokański dom z tradycyjnymi akcentami, ale zapoznać się także ze sposobami urządzania wnętrz w Maroku: w domach prostych, ozdobnych i tych, które łączą nowoczesny styl z dziedzictwem Maghrebu.

Domowe biuro jest w zasadzie częścią długiego przedpokoju – galerii sztuki i królestwa światła...

Misbah

Najsłynniejszy misbah był własnością Aladyna. W krakowskim mieszkaniu odnajdziemy prawdziwe skarby – lampiony na świece, lampy wiszące. Jest ich ponoć siedemdziesiąt! Wśród nich, światełko „najbardziej” marokańskie – mieniące się w holu przez kolorowe szybki. W towarzystwie innych lampek i świec, nadaje ono ścianom korytarza tajemniczy, cynobrowy odcień.

— Moje mieszkanie jest jedynym w budynku, które posiada tak długi korytarz i bardzo mi się to podoba; przywodzi bowiem na myśl marokańskie dojście do dziedzińca rozświetlone przez liczne latarnie i lampiony — opowiada Monika Kantor. — W przedpokoju mogę powiesić moje obrazy. W zależności od pory roku, łatwo jest zmienić aranżację tego pomieszczenia. I przede wszystkim jest to miejsce, w którym można ustawić lampiony i latarnie, których światło zupełnie zmienia wieczorami nastrój i wygląd wnętrza.

Tadżin

Maroko kojarzy się przede wszystkim ze specjałami kuchni. Popularny w tym kraju tadżin to potrawa z duszonego mięsa, warzyw i aromatycznych przypraw, przyrządzana w ceramicznym naczyniu o tej samej nazwie. Tych nie zabrakło w kuchni Moniki i Sebastiana, a także połyskujących, czerwonobrązowych garnków i czajnika.

 

— Kuchnia to przede wszystkim moje smaki. Staram się w miarę możliwości, korzystając z przypraw przywiezionych z Maroka, chociaż raz w tygodniu przyrządzić jakiś specjał tamtejszej kuchni. Uważam, że jest ona jedną z najlepszych na świecie — twierdzi właścicielka.

Naczynia przywołują wspomnienie miedzianych wyrobów rękodzielniczych z Marrakeszu. Porządek utrzymują dostojne meble w kolorze hebanu, ale ich powagę przełamuje figlarna, bambusowa podłoga, przezroczyste uchwyty i transparentne krzesła Victoria Ghost marki Kartell (projektowane przez Philippe'a Starcka).

Nadżma

Utrzymana w różnych tonacjach brązów i beżów sypialnia to miejsce wypoczynku prawdziwej gwiazdy. Zgodnie ze wskazówkami podanymi na ścianie przy wezgłowiu, nadżma (w języku arabskim: gwiazda) może bez trosk zakosztować błogosławieństw nocy. Czuwają nad nią jej siostry, spoglądające z baldachimowego firmamentu.

— Sypialnia to efekt gwiaździstego dachu. Znów przenosimy się do riadów i ich niezadaszonych dziedzińców. Tam wieczorami skupia się życie towarzyskie. Goście z wygodnych foteli podziwiają gwiazdy na niebie. Stąd pomysł zawieszenia nad kolonialnym łóżkiem ciemnogranatowego, materiałowego baldachimu z punktami świetlnymi, imitującymi gwiazdy. Tuż przed zaśnięciem, mogę zapalić te światełka i przypomnieć sobie, jak wygląda nocą marokańskie niebo — marzy projektantka.

Hammam

Marokańska łaźnia podobna jest do tureckiej. Bardzo gorąca, z dużą ilością bieżącej wody, ale z mniejszą pary. W podzwrotnikowym klimacie urządzona jest także łazienka Moniki i Sebastiana: w odcieniach szarości, z akcentami przypominającymi o północnoafrykańskich fascynacjach.

— Zaaranżowałam łazienkę w stylu współczesnym, bardziej prostym — tłumaczy Monika Kantor. — Tak jak w starych hammamach, gdzie nie ma ozdób, a dominują proste kąty i proste linie ław. Wystrój koncentruje się na dużej wannie z zagłówkiem, aby móc się zrelaksować po ciężkim dniu pracy. Kolorystyka włoskich kafli przypomina tadelakt, tynk otrzymywany w oparciu o marokańskie receptury i technologie. Wybrałam duże podłużne kafle w kolorze szarego grafitu, które imitują rytm tradycyjnych ścian wykładanych tadelaktem.

Ozdobne dzbanuszki na parapecie to czapeczki fez, artystyczne zdjęcie projektantki może skojarzyć z posterem kultowego filmu (choćby „Casablanca” Michaela Curtiza). Nie zabrakło amarantowego dywaniku – róże to też barwy Maroka.




Autor: Karol Usakiewicz, fot. Tomasz Markowski