WNĘTRZA

STRONA GŁÓWNA  /  WNĘTRZA  /  POMYSŁ NA WNĘTRZE  /  Miłosny kompromis w stylu fusion str. 1

Miłosny kompromis w stylu fusion

Miłosny kompromis w stylu fusion


On klasyka, ona nowoczesność. Odnaleźli się i połączyli na stałe. To nie tylko miłosna opowieść o szczęśliwie zakochanych, lecz recepta na zmysłowe, acz funkcjonalne wnętrze. Kompozycja fusion stworzyła świat pełen niczym niezmąconej przestrzeni, wyrazistych podziałów, subtelnej magii.


Poniemiecki dom dla podoficerów i oficerów Wehrmachtu, którzy przez lata okupowali Szczecin, powstał w listopadzie 1939 r. Niespełna 60 lat później stał się miejscem realizacji artystycznych wizji wnętrzarskich. Z czasem, z budynku dwurodzinnego, przemienił się w dom dla małżeństwa z dwójką dzieci, otwierając życiową przestrzeń, stając się dla właścicieli spełnieniem marzeń – domem z pogranicza antyku i funkcjonalnej nowoczesności...

Dwie wizje

Przystępując do projektowania wnętrza architekt Irina Kisielowa, właścicielka Saloniku Antykwarycznego w Szczecinie, miała twardy orzech do zgryzienia: jak połączyć odmienne pragnienia aranżacyjne małżonków. Pan Cezary marzył o domu w stylu klasycznym, jego żona – pani Aneta o wnętrzu maksymalnie nowoczesnym.

— Nasze oczekiwania były diametralnie inne. Liczyłem na dom funkcjonalny i nieco skromniejszy, natomiast żona bardziej myślała o nowoczesnej rezydencji. Na dodatek kategorycznie sprzeciwiała się sprowadzeniu do domu staroci — wspomina pan Cezary, właściciel domu.

Małżeński kompromis oraz osobiste zamiłowania architektki do stylu eklektycznego sprawiły, że w efekcie powstał dom nowoczesny i funkcjonalny, ale też z wyraźnymi klasycznymi odniesieniami. Na co dzień niezwykle użyteczny, jednocześnie elegancki i klimatyczny. Przesiąknięty antyczną historią, jest idealnym miejscem na wypoczynek oraz rodzinne biesiadowanie wśród klasycznych mebli i obrazów.

— Wbrew pozorom antyczne meble nie tworzą sztywnej, chłodnej atmosfery. Dom nieustannie tętni życiem, panuje w nim rodzinny, ciepły klimat. Dzieci mają pełną swobodę, świetnie współgrają z klasyczno-nowoczesną aranżacją — przekonuje Irina Kisielowa.

Salon integracji

Budynek składa się z czterech kondygnacji. Pomieszczenia po dawnym strychu zaaranżowano na małżeńską sypialnię z garderobą i łazienką. Niższa kondygnacja to królestwo dzieci, gdzie znajdują się dwa pokoje z łazienką oraz pralnią. Następnie, schodami wyłożonymi drewnem, schodzi się na parter, a tu odnajdziemy część centralną – stylowy salon z kominkiem, połączony ze strefą telewizyjną oraz jadalnianą.

— Sercem domu jest salon, gdzie spotykamy się z rodziną po pracy i szkole. Odpoczywam z żoną przy kominku, natomiast dzieci oglądają telewizję. Kominek jest tak dobrze zaprojektowany przez Irinę, że widać go praktycznie z każdego miejsca. Palimy w nim od wczesnej jesieni, aż do późnej wiosny — opowiada gospodarz.

 

Aranżacja salonu świadczy o pasji, z jaką architektka połączyła nowoczesność z przeszłością. Funkcjonalna przestrzeń idealnie kontrastuje ze starymi meblami, nadając pomieszczeniu nutę romantyzmu. Niezwykłą sielskość pomieszczenia wzmacniają stylowe dywany oraz kobierczyki, które, jakby od niechcenia, podkreślają elegancką podłogę, wykonaną z litego drewna egzotycznego – merbau. W centrum salonu na uwagę zasługuje mahoniowy stół z pierwszej połowy XIX wieku, który dobrze sprawdza się przy kameralnych obiadach rodzinnych, a maksymalnie rozłożony pozwala na biesiadowanie nawet 24 osób.

Salon nie zasługiwałby jednak na miano fusion, gdyby obok dość prostego w formie kominka nie pojawiły się meble z innej epoki – komody i kanapa. Ich obecność to przede wszystkim zasługa projektantki, która ku uciesze właściciela domu, co rusz podrzuca mu klasyczne, oryginalne eksponaty. Antyki z XIX wieku pochodzą z Niemiec, Francji, a nawet Rosji i Ukrainy.

— W tej chwili małżonka nie wyobraża sobie innego wnętrza i spokojnie pozwala mi z Iriną improwizować. Od zawsze byłem miłośnikiem staroci. Uwielbiam meble z przełomu XIX i XX wieku. Kocham proste formy biedermeiera z XIX wieku, a także Ludwika Filipa. Lubię też biurka i fotele w stylu Chippendale’a. Cały czas jestem zauroczony domowymi meblami, non stop na nie patrzę — zachwyca się pan Cezary.

Najbardziej dumny jest z ludwikowskiej sekretery, która znajduje się w rogu jadalni, tuż przy drzwiach prowadzących do ogrodu. Mebel z intarsjami w kolorze złotego bursztynu wykonano z brzozy syberyjskiej, dodatkowo wykończono czeczotką. Eksponat ocalał na Ukrainie, w starej wędzarni, gdzie zawalony rupieciami został świetnie zakonserwowany przez dym. Mebel po fachowej renowacji odzyskał swoją dawną świetność. Sekreterę zdobią charakterystyczne fajki, którymi od czasu do czasu raczy się pan domu.

— Kiedy skończyłem czterdziestkę, ktoś mi powiedział, że prawdziwy mężczyzna powinien mieć 40 lat, młodą żonę i... fajkę. Nie jestem namiętnym palaczem, ale bywa, że sobie popalam. Mam kilkadziesiąt fajek i wciąż tę samą od ponad 20 lat, młodą żonę — dodaje pan Cezary.

W salonie na uwagę zasługują także, wiszące nad biedermeierowską kanapą, dwa obrazy z przełomu XVIII i XIX wieku. Mocno zaniedbane dzieła, które do kraju sprowadziła z Francji projektantka, zanim trafiły na ścianę, poddane zostały gruntownej renowacji.

„K” jak kafel w kuchni

Strefę dzienną tworzą także kuchnia oraz oranżeria, ulokowana od strony ogrodu. Właściciele domu to miłośnicy śródziemnomorskich potraw, które zazwyczaj przyrządza gospodarz. Aby mógł on w pełni realizować swoje kulinarne pasje, w kuchni nie zabrakło nowoczesnych rozwiązań AGD. W towarzystwie funkcjonalnych urządzeń: piekarnika, okapu oraz płyty ceramicznej, antyki „czują się” całkiem dobrze, a zwłaszcza stylowy kredens, z końca XIX wieku „zatopiony” w ścianie. Tym samym kuchnia świetnie wpisuje się w klimat obowiązujący w pozostałych pomieszczeniach. Jej perełką jest natomiast gliniany kafel, który na zasadzie kontrapunktu zdobi czarne, oszczędne w formie kafelki nad płytą ceramiczną. Ozdoba pochodzi z XIX-wiecznego poniemieckiego pieca.

— Kafel był elementem, który zapoczątkował aranżację całej kuchni — wspomina Irina Kisielowa.

 

Życie w słońcu

Niewielka oranżeria jest dla właścicieli znakomitym miejscem na chwilowy odpoczynek, poranną kawę czy kieliszek wina po obiedzie. Latem, gdy z pobliskiego ogrodu, wraz ze świeżym powietrzem, wpadają do niej promienie wschodzącego słońca, w oranżerii panuje niezwykle odprężający klimat.

— Nauczony przykrym doświadczeniem, nie zabieram pracy do domu. Jeśli jednak chcę zajrzeć do laptopa, aby sprawdzić pocztę e-mail, idę do oranżerii. Zwłaszcza letnim rankiem jest tam przesympatycznie, choć zimą, za sprawą ogrzewania podłogowego, też jest fajnie — przekonuje właściciel domu.

Przedłużeniem oranżerii jest, równie magiczny jak dom, ogród. Jego niezwykły charakter to zasługa kilkunastometrowych świerków i sosen, które właściciele przenieśli ze swojej poprzedniej posesji. Nastrojowy klimat wzmacniają lejlandy, egzotyczny cedr oraz ponadtrzymetrowy żywopłot z tui. W sezonie wiosenno-letnim ogród służy jako miejsce do biesiadowania oraz grillowania. Rodzina ceni również wspólne weekendy na łonie natury, które okraszają niedzielne śniadania na świeżym powietrzu.

— Z ogrodu jesteśmy równie dumni, jak z domu, gdyż włożyliśmy w niego naprawdę sporo serca. Niewiele osób wierzyło, że piętnastoletnie sosny czy świerki przyjmą się w nowym miejscu — opowiada pan Cezary.

Świat kolorów

Podczas aranżacji poszczególnych wnętrz, projektantka szczególny nacisk położyła na dobór kolorów ścian. Zastosowana w domu paleta barw écru oraz kremowego brązu wprowadziła do jego wnętrza uspokajający, wyciszający klimat. Niezwykle żywe na tle naturalnych kolorów, eklektyczne meble i drobiazgi aksamitnie współgrają ze stylowymi dywanami, które czule okrywają podłogę wykonaną z merbau.

— Nie wyobrażałem sobie, że ściana pomalowana na brąz może być ładna. Tymczasem naturalne barwy spowodowały, że w domu nie ma ostrych przełamań, drażniących odcieni. Cieszę się, że żona i Irina przekonały mnie do tych kolorów — przyznaje właściciel.

Aurę wyciszenia, oprócz kolorów, bez wątpienia buduje też oświetlenie. Dzięki maksymalnym przeszkleniom, dom jest pełen słońca. Naturalne promienie słoneczne wpadają przez przestronne drzwi balkonowe oraz oranżerię, tworząc jasny korytarz. Na półpiętrze, przy schodach, promieni słonecznych dostarcza wielkie, bo sięgające niemal podłogi, okno. Sztuczne światło to już wyłącznie dzieło projektantki. W większości ultranowoczesne, za sprawą halogenów i stojących lamp, które otaczają antyczną kanapę. W salonie na wyróżnienie zasługuje duży, stylizowany żyrandol, który zdobi 30 żarówek.

Dom jak wino

Styl fusion, w jakim urządzony jest dom, pozwala właścicielom nieustannie szukać nowych „skarbów”. Ponieważ jest on mocno eklektyczny, nie zmusza ich do drastycznych zmian, jakie towarzyszą urządzaniu całego domu od nowa. Patrząc na ten dom jedno jest pewne, będzie się pięknie starzał. Niczym dobre wino: im będzie bardziej wiekowy, tym lepszy. Eklektyczna aranżacja spowoduje, że nigdy nie stanie się anachroniczny, a wręcz przeciwnie – nabierze patyny, nowych kolorów, zeszlachetnieje.




Autor: Adam Mazurek, fot. Linea