WNĘTRZA

STRONA GŁÓWNA  /  WNĘTRZA  /  POMYSŁ NA WNĘTRZE  /  Pod opieką św. Ambrożego str. 2

Pod opieką św. Ambrożego

Pod opieką św. Ambrożego

Fot. Andrea Martiradonna


W centrum Mediolanu, zaledwie kilka kroków od zabytkowej bazyliki św. Ambrożego, patrona miasta, znajduje się „pałac” z lat 50. XX w. Z czwartego piętra okazałej budowli roztacza się wspaniały widok na okolicę. Docenił go architekt Marco Piva, który urządził w nim swój apartament.


Strefy bliźniacze

Łazienka zachowała oryginalny układ, rzadko już spotykany we współczesnej architekturze wnętrz, za to niezwykle popularny jeszcze pół wieku temu, kiedy to długie i wąskie pomieszczenia odgrywały rolę ówczesnych salonów kąpielowych. Sufit oraz górną część ścian pokrywa ostra czerwień – ten sprytny architektoniczny zabieg obniżył nieco wnętrze, ale równocześnie je wizualnie rozszerzył. Soczystej barwie towarzyszy śnieżna biel ściennych płytek, których płaszczyznę przeciął czarno-czerwony dekor. Ciemne ceramiczne płytki na podłodze nawiązują do oryginalnej posadzki w reprezentacyjnych strefach domu.
W rzeczywistości w mieszkaniu są dwie łazienki – niemal identycznie urządzone pod względem doboru kolorystyki, powłok i wykończeń. Z tą różnicą, że jedna (oddana do dyspozycji architekta) jest nieco krótsza, stąd tuż obok znalazła się oddzielna strefa z prysznicem i niewielką umywalką, zaś druga (do dyspozycji żony i córki) zamiast prysznicem szczyci się wanną z dyszami masującymi. W tych precyzyjnie zaplanowanych co do centymetra wnętrzach znalazły się dwa sentymentalne akcenty: bliźniacze żyrandole, ręcznie wykonane przez dziadka Sary, i oryginalne, ręcznie wyplatane perskie chodniczki.

Ważne centrum

Marco lubi architektoniczny dualizm. Świadczą o tym nie tylko łazienki, ale i wspaniałe lampy, które zdobią i oświetlają mieszkanie. Przechodząc przez korytarz, mimowolnie podniesiemy głowę w górę, gdzie zawisła lampa Raymond marki Moooi, jako namiastka rozgwieżdżonego nieba. Lampa jest tylko nieco... mniejsza od tej, którą ujrzymy w strefie wejściowej. W korytarzu ustawiono również dekoracyjną konsolę, przywiezioną z podróży do Maroka. Mebel został wykonany techniką typową dla lokalnych marokańskich rzemieślników. Drugą część korytarza zdobi lustro zamknięte w ramie ze złoconych liści, które Marco przywiózł znad jeziora Como – trzeciego co do wielkości naturalnego akwenu Włoch, a zarazem najgłębszego jeziora Alp.

Ostudzone emocje

Aranżacja kuchni jest prosta i funkcjonalna, różni się zatem od pozostałych stref w mieszkaniu. Brak w niej złota i dekoracyjnych detali, które przyciągają uwagę. Zaprojektowana na chłodno strefa nie oszałamia dekoracyjnością, wręcz wygląda, jakby chciała pozostać poza granicami wzroku. Kuchnia studzi więc rozgrzane w pozostałych wnętrzach emocje i znalazła się tu raczej z konieczności, niż z wielkiej potrzeby gotowania.
– To strefa typowo funkcjonalna – przyznaje architekt. – Niestety, mam niewiele czasu, aby poświęcać się sztuce kulinarnej, zaledwie kilka dni podczas wakacji. Na co dzień jest to więc miejsce, gdzie mogę coś szybko przygotować, pomiędzy jednym zobowiązaniem, a drugim.
Usytuowana naprzeciwko kuchni jadalnia jest przedłużeniem strefy salonowej, a zarazem kontynuacją podróżniczych wątków obecnych w mieszkaniu. Jedną ze ścian, niczym trofeum, zdobi japońskie kimono, drugą tajska zasłona z dwoma słoniami. Duży owalny stół ze szklanym blatem to dzieło Marco Pivy stworzone w latach 80. XX w. dla marki Bernini. Mebel, choć niezbyt często używany, potrafi zwykłe spotkanie zamienić w prawdziwą biesiadę.

Pokoje do snu

Nieco uboższa pod względem dekoracyjnym jest małżeńska sypialnia. Sara i Marco uważają, że miejsca do odpoczynku, zwłaszcza te intymne i przeznaczone wyłącznie do prywatnego użytku, powinny być pozbawione zbyt wyrazistych akcentów. Jedyne wyjątki stanowią klasyczne lampy zawieszone po obu stronach wezgłowia łóżka, toaletka, którą z myślą o żonie zaprojektował Marco, oraz wezgłowie i narzuta stworzone z tkanin marki Rubelli.
Królestwo słodyczy i dziewczęcego różu to pokoik dwunastoletniej córki architekta, Beatrice. W przypadku urządzania tej przestrzeni ingerencja architekta była minimalna. Wszystkie meble i kolory to osobisty wybór nastolatki, z wyjątkiem naturalnej wielkości manekina, który przed laty należał do jej mamy.




Autor: Aneta Gawędzka‑Paniczko