WNĘTRZA

STRONA GŁÓWNA  /  WNĘTRZA  /  POMYSŁ NA WNĘTRZE  /  Rewolucja z zasadami - wnętrze według Jacka Kolasińskiego str. 1

Rewolucja z zasadami - wnętrze według Jacka Kolasińskiego

Rewolucja z zasadami - wnętrze według Jacka Kolasińskiego


Pierwszymi mieszkańcami tego pełnego światła apartamentu na poddaszu były... nietoperze. Przez dziesiątki lat w spokoju egzystowały w murach starego pałacu, strasząc przy okazji błąkających się przypadkiem turystów. Kiedy ogromny tysiącmetrowy budynek zyskał nowych właścicieli, lokatorzy „na gapę” musieli się czym prędzej wyprowadzić. 


W przeprowadzce nietoperzy do nowego lokum miał swój udział Jacek Kolasiński, projektant wnętrz ze Szczecina. Właściciele pałacu, z którymi miał za sobą udaną współpracę przy innych realizacjach, ponownie zaproponowali mu wspólne przedsięwzięcie. Pan Jacek nie wyobrażał sobie, że mógłby nie skorzystać z takiej okazji. Niezwykła historia pałacu i jego ogromny potencjał architektoniczny już dawno skradły jego serce, a poza tym z domu do pracy miałby zaledwie... 147 km. 

Grunt to pewność

Przestronne poddasze, które stało się nowym wyzwaniem dla właściciela szczecińskiego Studia Loft Kolasiński, nie wyglądało zbyt zachęcająco. Zachowane w stanie surowym, podzielone było na mnóstwo niewielkich, ciemnych pomieszczeń, uniemożliwiających stworzenie jakiejkolwiek spójnej koncepcji architektonicznej. Wyjście z tej sytuacji mogło być tylko jedno... Aby coś zbudować, pan Jacek najpierw musiał wszystko zburzyć. 

– Przestrzeń, jaką otrzymałem do swojej dyspozycji, obejmowała około 190 metrów kwadratowych. I choć nie była to powierzchnia całego strychu, a tylko jego fragment, doskonale wiedziałem, że uda mi się wykreować coś niepowtarzalnego – wspomina projektant. 

Przeczucie, a w zasadzie pewność, jaka towarzyszyła mu od samego początku prac, okazała się niezawodna. Koncepcja wnętrz przyszła szybko, potem pozostało już tylko być jej wiernym do końca, trzymając się pewnych zasad i powstrzymując porywy fantazji. 

Czas na puzzle 

Pracę nad każdym nowym zleceniem Jacek Kolasiński rozpoczyna od wizji lokalnej. To właśnie ona decyduje o tym, jaki charakter otrzyma przestrzeń, w jakiej estetyce będzie utrzymana oraz jakie zabiegi architektoniczne należy w niej niezbędnie przeprowadzić. Wrażenie, jakie podczas tej pierwszej wizyty towarzyszy projektantowi, jest bazą, od której zaczyna on mozolne układanie puzzli. W drodzej tej nie są w stanie przeszkodzić mu nawet inwestorzy. Właściciel Studia Loft Kolasiński jest projektantem apodyktycznym, który nie lubi marnować czasu na zbędne dyskusje. 

– I tym razem doszliśmy szybko do porozumienia – wspomina pan Jacek. – Inwestorzy wiedzieli z poprzedniej realizacji, jaki jest styl mojej pracy i że warto zaufać mojemu doświadczeniu. Nie zawiodłem ich. Efekt końcowy adaptacji poddasza przerósł ich najśmielsze oczekiwania.

Głównym założeniem było stworzenie przejrzystych i otwartych przestrzeni przy niewielkiej ilości okien. W zasadzie tylko jedno pomieszczenie miało pełny dostęp do światła słonecznego, a to oznaczało układ wnętrz podporządkowany temu ograniczeniu niemal całkowicie. 

Z troską o detale

Mimo że zmiana rozkładu pomieszczeń miała charakter wręcz rewolucyjny, to jeśli chodzi o zachowanie elementów historycznych projektant wykazał się dużą troską. Dzięki jego sugestiom stolarka konstrukcyjna przeszła gruntowną renowację, a okna i drzwi zostały odrestaurowane z największą pieczołowitością. Przebudowa ominęła też drewniane podłogi, w których braki zostały uzupełnione przez materiał pochodzący z rozbiórek starych domów. Aby nie utracić unikalnego klimatu desek, ich powierzchnia została poddana ługowaniu, a następnie olejowaniu. Specjalne zabiegi towarzyszyły też aranżacji ścian. Zostały one ozdobione naturalnymi tynkami wykonanymi metodą tradycyjną, a następnie pomalowane na kolor złamanej bieli z dodatkiem szarego pigmentu. 

– Celem tej innowacji było uzyskanie efektu bieli w ciepłym, przytulnym odcieniu oraz maksymalne rozjaśnienie pomieszczeń. Nie mogłem zastosować bieli w czystej postaci, gdyż jest ona zimna i odpychająca – wyjaśnia pan Jacek. 

Perełka z Kopenhagi 

Po około półrocznej pracy nad realizacją okazało się, że metoda budowania przez burzenie jest niezwykle skuteczna. Inwestorzy – małżeństwo z dwójką dzieci – otrzymali do swojej dyspozycji przestronny apartament z pełnym programem użytkowym. Dzięki przemyślanym działaniom, ograniczenia przestrzeni stały się jej atutami, a jej pierwotne walory zostały jeszcze bardziej podkreślone. 

– Apartament jest traktowany przez gospodarzy jako miejsce noclegowe na weekend. Zdarza się też, że wynajmują go znajomym, którzy chcą spędzić noc w zabytkowym kompleksie pałacowo‑ogrodowym. Otaczający budynek teren jest niezwykle atrakcyjny, rozległy, pełen starych drzew i nieco tajemniczy.

Same wnętrza utrzymane są w stylu... Jacka Kolasińskiego. Każdy kto regularnie obserwuje jego architektoniczne dokonania, dostrzeże ich wzorniczą spójność i niepowtarzalny klimat. Są one zbudowane przy pomocy form pochodzących z lat 20. i 30. oraz połowy XX wieku. 

– Wśród mebli i oświetlenia znalazły się projekty takich twórców, jak Kai Kristiansen, Arne Jacobsen, Thorup & Bonderup czy Corsini & Ruiz Miller. Najbardziej jednak zadowolony jestem z możliwości wykorzystania krzesła do biurka, którego twórcą jest duński projektant i architekt Finn Juhl – opowiada Jacek Kolasiński. – Krzesło 108 w nienagannym stanie, bez śladów najmniejszej renowacji przetrwało około 35 lat, a przywieźliśmy je aż z Kopenhagi. Jest to mebel szalenie trudny do zdobycia. 

Ikona skandynawskiego wzornictwa wymagała godnego towarzystwa. Okazało się nim modernistyczne biurko, które wykonane zostało z dębowego drewna w Danii w 1946 roku. 

Dobre tradycje 

Na osobną uwagę zasługują leżące na podłodze polskie kilimy, pochodzące z lat 20. i 50. XX wieku. W przestrzeni tworzą one barwne, ciepłe plamy, wyznaczające strefę pracy i relaksu. Niezwykłą przeszłość ma za sobą kilim, umieszczony pod stolikiem kawowym w części wypoczynkowej. Pochodzi on ze słynnej Pracowni Stylowej Kilimów Artystycznych Wandy Grottowej, która rozpoczęła swoją działalność w 1913 roku w Krakowie. Szczyt swej popularności Pracownia osiągnęła trzynaście lat później, podczas Powszechnej Wystawy Krajowej w Poznaniu. Od tego momentu datuje się też narodzenie w międzywojennej Polsce mody na kilimy, którymi dekorowali mieszkania zamożni mieszczanie czy właściciele dworków szlacheckich. W tym czasie nastąpiła też zmiana ornamentyki kilimów. Na miejscu pierwotnych, odwołujących się do botaniki wzorów pojawiły się motywy geometryczne, które utrzymane były w żywej kolorystyce. 

– Ważnym dopełnieniem wystroju jest też kolekcja polskiej ceramiki z przełomu lat 50. i 60. XX wieku – dodaje Jacek Kolasiński, który sam również znany jest w środowisku pasjonatów jako kolekcjoner ćmielowskich figurek i zdobionych grafikami pater z lat 60. XX wieku. 

Jak własny 

Przechadzając się po jasnych i przestronnych wnętrzach apartamentu, można odnieść wrażenie pustki. Projektant wnętrz przekonuje jednak, że nadmiar przedmiotów może tej realizacji wyłącznie zaszkodzić. Wszystkie meble, które się w niej pojawiają, poza wyrafinowaną formą mają też jednoznaczne przeznaczenie użytkowe. Część z nich powstała specjalnie na potrzeby tego apartamentu. Zaprojektował je pan Jacek, a wykonał jego zaufany mistrz stolarski Marcin Wyszecki, z którym współpracuje już od kilkunastu lat. 

– Mógłbym zamieszkać w każdym domu, który wyszedł z mojej pracowni. W tym lofcie jest jednak coś, co szczególnie mnie ujmuje – podsumowuje swoj pracę Jacek Kolasiński.




Autor: Projekt: Jacek Kolasiński, www.loft‑kolasinski.com Tekst: Agata Piszcz‑Wendołowicz zdjęcia: Karolina Bąk/www.karolinabak.com