WNĘTRZA

STRONA GŁÓWNA  /  WNĘTRZA  /  POMYSŁ NA WNĘTRZE  /  Wilanów skradł im serca str. 1

Wilanów skradł im serca

Wilanów skradł im serca

Fot. Łukasz Pęcak


Najsilniejszym uczuciem obdarzył jednak warszawski projekt: Miasteczko Wilanów. W powstawaniu osiedla uczestniczyła jego firma, a on sam postanowił zamieszkać w nim z rodziną. Apartament, który wybrał, zaaranżował sam, oczywiście z nieocenioną pomocą żony, Anny.


– Czułem, że wyrazi to moje zaangażowanie, jeśli w sercu tej społeczności moja rodzina będzie miała swój dom – mówi Guy Perry. – Często bywa tak, że architekci tylko sporządzają projekt i nie mają z nim dalej nic wspólnego. W tym przypadku było inaczej. Mieszkając tu, muszę pomagać, aby osiedle stawało się coraz wspanialsze. To ogromna przyjemność obserwować z tarasu naszego apartamentu, jak Miasteczko Wilanów się rozwija. Z każdym tygodniem coś się zmienia na lepsze, elementy układanki powoli znajdują swoje miejsce.
Z tarasu architekt podziwia Świątynię Opatrzności Bożej, szkoły w budowie, przedszkole, sklepy, kawiarnie. Widok daje mu pewność, że społeczność, której jest częścią, podoła wyzwaniom XXI wieku. Jak trafnie określa to Guy Perry, Miasteczko Wilanów staje się „futureproof”, odporne na przeciwności, które mogą je spotkać w przyszłości.

Przestrzeń, ale nie monument

Nowoczesna, ale nie chłodna stylistyka, szacunek do otaczającego krajobrazu oraz uniwersalność oto główne założenia, którymi kierował się architekt, aranżując wnętrza apartamentu.
– Jest on przestronny, zintegrowany, komfortowy – opisuje Guy Perry. – To miejsce, w którym czuję się jak w domu, a przecież bardzo trudno zawrzeć w aranżacji wszystkie te trzy przymiotniki. Niekiedy przestrzeń może przytłaczać, tworzyć atmosferę zbyt monumentalną i nie bardzo domową.
Aranżacyjna filozofia architekta uwidacznia się w salonie, w którym koncentruje się życie rodzinne. Jak w zwyczajnym pokoju dziennym można w nim zrelaksować się, oglądając telewizję lub słuchając muzyki, ale znajduje się tu również położona centralnie strefa do gotowania, miejsce do prania, a także nieco schowany kącik pracy. Razem z właściwym salonem tworzą one nierozerwalną całość.
– Tak więc robiąc pranie, oglądamy telewizję. Pracujemy w domu, ale jednocześnie pilnujemy dzieci. Gotujemy, ale w międzyczasie rozmawiamy z przyjaciółmi. To wszystko dzieje się w jednym pomieszczeniu, które staje się odbiciem naszego stylu życia – wyjaśnia Guy Perry.

Wyspa w salonie

Charakterystyczną cechą pokoju dziennego jest umiejscowienie w centrum wyspy kuchennej zawierającej w sobie – poza oczywistościami, takimi jak płyta indukcyjna czy piekarnik – także kominek i subwoofer. Urządzenia zakotwiczają ideę łączenia różnych zajęć w głównym wnętrzu apartamentu. Wyspa, tak jak podłogi salonu, wyłożona jest czekoladowo metalicznymi płytkami Fusion Metal Brown firmy Porcelaingres, które zmieniają odcień w zależności od natężenia i rodzaju światła od ciemnych brązów po rudości. To dodatkowo uatrakcyjnia wnętrze, które na bieżąco „dostosowuje się” do otoczenia, tworząc z nim harmonijną całość. Ściany wypełniły beżowe, podłużne płytki tego samego producenta z kolekcji Sandstein. Uwypuklają one solidny i czysty wymiar aranżacji, a ich horyzontalne linie również optycznie powiększają przestrzeń.
– Płytki na ścianach tworzą relację wewnątrz-zewnątrz – tłumaczy architekt. – Są echem fasady budynku. Zawsze poszukuję związków łączących aranżację wnętrz z architekturą budynku, a przez to, że spędzamy bardzo dużo czasu na tarasie, nasz apartament tym bardziej komponuje się z krajobrazem.

Życie ze sztuką

W eleganckim i przestronnym apartamencie nie mogło zabraknąć dzieł sztuki: tych prawdziwych, np. obrazy w salonie i sypialni, jak również prozaicznych elementów wystroju, które jednak przyciągają wzrok rzeźbiarską formą. Piękny, drewniany wentylator sufitowy z oferty Boffi Studio Warszawa w pokoju dziennym to jakby smukłe śmigło starego samolotu. Starannie dobrane przez właścicieli oświetlenie zachwyca estetyczną formułą, tak jak lampa Cosmic Angel marki Artemide, falująca nad stołem jadalnianym.
– Zanim poświęciłem się architekturze, studiowałem sztukę. Jak tylko zauważę jakąś pracę, która mi się podoba, to zaraz chciałbym z nią zamieszkać. Lubię odwiedzać muzea, ale najbardziej cenię obcowanie ze sztuką w domu. Kolekcjonuję dzieła artystów, których poznałem w różnych zakątkach globu. Na przykład rzeźbę w salonie wykonała Brazylijka Bia Doria, która pracuje w drewnie, pochodzącym z Amazonii. Prace, które stały się ozdobą apartamentu, to więc nie tylko sztuka, ale też pamięć doświadczenia – opowiada Guy Perry.




Autor: Karol Usakiewicz