WNĘTRZA

STRONA GŁÓWNA  /  WNĘTRZA  /  POMYSŁ NA WNĘTRZE  /  Wnętrze orientalne str. 1

Wnętrze orientalne

Wnętrze orientalne


Chińskie smoki, figurki Buddy oraz malownicze, kolorowe lampiony można znaleźć w tym ekskluzywnym, urządzonym w stylu orientalnym, domu.


Przepych Orientu łączy się w nim z inspiracjami klasycznymi, a także nowoczesnym, industrialnym designem. Meble kolonialne, kryształowe żyrandole, duże powierzchnie wyłożone trawertynem, a tuż obok minimalistyczny bar ze stali – one również stanowią wyposażenie tej oryginalnej, eklektycznej z ducha rezydencji. Patrząc na tę wyliczankę, trudno nie pomyśleć z przerażeniem, iż w jej wnętrzach musi panować totalny estetyczny chaos! Nic bardziej mylnego. Niebanalne, skrajnie zróżnicowane stylistyki współistnieją w całkowicie bezkonfliktowy sposób, a nawet znakomicie się dopełniają, tworząc niezapomniany charakter tej energetycznej posiadłości. Z pewnością fakt, iż fuzja tak odmiennych estetyk nie doprowadziła do eksplozji niekontrolowanego bałaganu, jest zasługą zgranego teamu dwóch kobiet. Monika, właścicielka domu, do współpracy przy projektowaniu wnętrz zaprosiła swoją przyjaciółkę – Katarzynę Mikulską-Sękalską, projektantkę ze stołecznej pracowni Arrange.

Na tropie domu

Zanim Monika z mężem i dwójką synów znalazła swoją wymarzoną przystań, czyli dom na warszawskim Wilanowie, odwiedziła ponad pięćdziesiąt innych lokali. I w chwili, gdy już prawie straciła nadzieję na spełnienie, pojechała obejrzeć kolejną propozycję. Tak trafiła do swojego wymarzonego gniazda na obrzeżach Wilanowa. Dom zrobił piorunujące wrażenie na całej rodzinie. W jednym momencie stało się jasne, że oto mogą zakończyć żmudne poszukiwania. Od pierwszej wizyty do wprowadzenia się nie minęło wiele czasu. W sierpniu rozpoczęła pracę ekipa budowlana, a w grudniu nowi mieszkańcy mogli świętować swoje szczęśliwe przenosiny.

Do trzech razy sztuka

Ten dom jest już ich trzecim, rodzinnym gniazdkiem. Wcześniej mieszkali w małym, nowocześnie zaprojektowanym domu w Łodzi, później przenieśli się do Zalesia. W podwarszawskiej miejscowości powoli dojrzewały pomysły, które właściwą, w pełni wyklarowaną postać przyjęły dopiero w realizacji wilanowskiej.

— W Zalesiu mieliśmy dom orientalny i przaśno-rustykalny — w żartobliwy sposób swoje pierwsze próby wnętrzarskie komentuje pani domu.

Monika ze śmiechem dodaje, że Łódź i Zalesie były poligonami doświadczalnymi, dzięki którym „zaprawili się w boju”, czyli w urządzaniu wnętrz. Postanowili też, że za trzecim razem dołożą wszelkich starań, aby osiągnąć upragniony efekt. Gospodarzom zależało przede wszystkim na tym, aby nowe lokum było ciepłe, orientalne, w energetycznych kolorach, ale też z elementami nowoczesnymi.

 

Orientalnym szlakiem

Miłość do Wschodu zasugerowała wiele z zastosowanych rozwiązań: nasyconą kolorystykę burgunda i brązów, umeblowanie oraz dodatki. Monika i jej rodzina uwielbiają wakacyjne podróże do krajów azjatyckich. Odwiedzili już Chiny, Wietnam i Tajlandię. W przeciwieństwie do wielu turystów, którzy wyruszają na utarte orientalne szlaki, oni wybierają mniej uczęszczane trasy. Chcą poznać smak prawdziwego życia mieszkańców tych odległych krain oraz dogłębnie poczuć atmosferę wszystkich odwiedzanych miejsc. Być może dzięki temu tak znakomicie udało im się odtworzyć we własnym domu leniwego, ale też nieco pikantnego, ducha Wschodu. Z każdych wakacji domownicy przywożą drobiazgi, które dodają wnętrzom kolonialnego klimatu. Najczęściej są to zastawy stołowe z pałeczkami oraz figurki bóstw i słoni. Z dalekiej Azji przyjechały też do Wilanowa wszystkie posążki Buddy.

Katarzyna Mikulska-Sękalska nie dokonała rewolucyjnych zmian w układzie pomieszczeń. Rezydencja składa się z dwóch kondygnacji. Na dole mieści się kuchnia z jadalnią oraz salon – w wolno stojącej bryle między kuchnią a salonem zaprojektowano małą łazienkę, na piętrze zaś znajdują się: sypialnia państwa domu, pokoje ich synów, łazienki oraz sala do spotkań z przyjaciółmi, nazywana „loftem”. Do najważniejszych prac, które zarządziła architektka, można zaliczyć przerobienie łazienki małżonków – wydzielono w niej przestrzeń dla wanny z jacuzzi. Oprócz jacuzzi, mieszkańcy mogą korzystać też z sauny. Dzieki merytorycznemu wsparciu architektki, poszerzono też prowadzące na górę schody, które wyłożone zostały egzotycznym drewnem sukupira. Na parterze pani Katarzyna zaproponowała również masywne słupy z ciemnego drewna. Pełnią one funkcję konstrukcyjną, ale też doskonale korespondują z estetyką ciężkich mebli. Większość mebli zostało zakupionych w składzie kolonialnym, zabudowy kuchenne i łazienkowe oraz kredens i zabudowa pod telewizor w salonie powstały według projektu pani Katarzyny. Jej autorstwa są także meble w „lofcie” oraz łóżko małżeńskie w sypialni.

Koza w salonie

Wykwintny i elegancki charakter salonu podkreśla fioletowa tapeta w finezyjny wzór, która pokrywa najbardziej eksponowaną ścianę. Jej kolor i fakturę wybrali małżonkowie, natomiast pomysł, aby pojawiła się właśnie w tym miejscu, należał do projektantki. Z bogatym, barokowym deseniem tapety doskonale współgra ozdobny, kryształowy żyrandol, który Monika wyszperała w internecie. Kryształowe kinkiety po obu stronach telewizora pochodzą natomiast z Indii.

Kanapy z postarzanej skóry oraz drewniany stoliczek to wyraźna inspiracja stylem kolonialnym. Sofy jako jedne z nielicznych sprzętów w tej rezydencji pochodzą ze starego domu. Jednak tym, co najbardziej przykuwa uwagę w salonie, nie są, wbrew pozorom, powszechne egzotyczne meble. Na tle jasnej, trawertynowej ścianki niezwykle oryginalnie prezentuje się czarna… koza. Skąd się tu wziął się ten coraz rzadziej spotykany, staromodny piecyk? Dla odmiany – w Łodzi mieli bowiem „zwykły” kominek. W domu w Zalesiu również „mieszkała” koza, ale była jednak znacznie mniejsza niż obecna. Właściciele uważają, że jest to dobre rozwiązanie nie tylko ze względów estetycznych, ale też praktycznych. Jak zgodnie przyznają, koza daje bardzo dużo ciepła i stwarza przyjazny, rodzinny klimat. W mroźne, zimowe dni stawiają sobie na piecyku dzbanek z herbatą, dzięki czemu przez cały czas jest gorąca. Koza, choć wygląda na starą, jest jak najbardziej nowoczesna. Wyprodukowano ją w norweskiej firmie Yotul. Przy oknie, tuż obok głównej części salonu, stoi piękny szezlong z wielbłądziej skóry. Świetne miejsce do beztroskiego leniuchowania, jak i pogrążenia się w zajmującej lekturze.

 

Cukiernica z przeszłością

Po leniwym wypoczynku na miękkim i wygodnym szezlongu możemy udać się do jadalni, gdzie niezaprzeczalnie króluje kolonialna stylistyka. Na uwagę zasługują przede wszystkim stół i krzesła, które wykonano z indyjskich stempli kolejowych. Aby uzyskać widoczne na powierzchni ciemne przecierki, stół pokryty został czarną pastą do butów. Efekt tych „ciekawych” zabiegów jest taki, że dziś, zasiadając do stołu w białej koszuli, lepiej zachować pełną ostrożność. Stojący na stole jasny, kamienny przedmiot służy domownikom za cukiernicę. Monika, które przywiozła go z Wietnamu, ma poważne podejrzenia, że jego pierwotne przeznaczenie było znacznie bardziej makabryczne. To prawdopodobnie urna, w której przechowywano prochy zwierząt. Na tle ceglanej ścianki stoi kamienna figura bogini Nemezis, tym razem „sprowadzona” z Almi Décor. Jadalnia otwiera się na kuchnię, którą urządzono w zdecydowanie odmiennej stylistyce. Mroczna, ciężka jak zapach kadzidła, atmosfera Orientu w jadalni została świadomie skontrastowana z lekką, białą kuchnią, inspirowaną stylem angielskim. Jest ona ukłonem w stronę pana domu, który uwielbia Anglię. Jedynym „ustępstwem” Zachodu na rzecz Wschodu są kolorowe, takie same jak w jadalni, indyjskie lampki.

Budda w łazience

Mała łazienka na parterze to kolejny przykład interesującego połączenia rozmaitych wpływów. Pozbawiona w zupełności elementów orientalnych, ma w sobie coś angielskiego, szykownego i romantycznego, co zapewniają płytki z motywem kamelii. Właściciele chcieli, żeby była utrzymana w klimacie retro, takim jaki można zobaczyć na starych, czarno-białych filmach. Na piętrze znajduje się prywatna strefa domowników, z sypialniami, łazienkami i rozrywkowym „loftem”. Gospodarze od początku wiedzieli, że chcą mieć w domu przestrzeń – przypominającą pofabryczny loft – nieco industrialną, z wykorzystaniem cegły i stali. Pani Katarzyna wyszła tym oczekiwaniom naprzeciw, aranżując najchłodniejsze i najbardziej minimalistyczne pomieszczenie w całym domu. Służy ono przede wszystkim rozrywce małżonków – jest w nim imponujący bar, ekran do projekcji filmowych i nakryte wzorzystymi tkaninami, wygodne materace. To ulubione wnętrze pana domu, który często zamienia je w…gabinet do pracy. Ciekawym pomysłem aranżacyjnym jest wykonana z mlecznobiałego szkła półka na alkohole, umożliwiająca doświetlenie tej klubowej, ciemnej sali. Dzięki temu zabiegowi na drugą stronę prześwieca też kształt butelek z trunkami. Pani Katarzyna podobnie rozwiązała też łazienkę przy sypialni gospodarzy – zaprojektowała okrągły, przeszklony świetlik, który wprowadził światło do sąsiedniej, ciemnej łazienki. W łazience tej architektka zastosowała też nieregularną okładzinę z trawertynu, zestawiając ją z ciemnymi powierzchniami drewna. Nad niczym niezakłóconym przebiegiem relaksującej kąpieli czuwa Budda.

Indie coraz bliżej

Opiekuńczego uśmiechu Buddy nie brakuje też w skąpanej w rozleniwiających, ciepłych kolorach sypialni. Oprócz pogodnego gościa rodem z Tajlandii, można w niej zobaczyć także statuetkę dziewczyny. Urzekającą indonezyjską figurkę podarowała właścicielce projektantka. W słoneczne, odprężające poranki w sypialni Monika marzy o podróży do zmysłowych Indii. Może i stamtąd przywiezie garść pomysłów, które zmaterializuje w tym „ukierunkowanym” na Wschód domu?




Autor: Eva Milczarek - tekst i stylizacja, fot. Radosław Wojnar